poniedziałek, 4 kwietnia 2011

modem wi-fi i napinanie papieru

Lało od rana.
 Jeszcze o 6.30 miałam nadzieję, że będę mogła dalej pracować w ogrodzie, ale już o 7.00 została zmyta siąpiącym deszczem. Z racji niemożności grzebania się w ziemi zabrałam się za porządek u Młodego - odgruzowywanie jego pokoju właściwie mało co się różni od prac polowych - bo miał przyjść Pan Komputer i zainstalować modem wi-fi. Jak człowiek ma tam pracować to dobrze by było, żeby nie padł z wrażenia i zgrozy na progu, a niestety podejście do neta jest akurat w pokoju Młodego.

Godzinę i kawę później zabrałam się za napinanie papieru na kartonach, bo już mi wszystkie "wyszły" na akwarelki. Jako podkładów używam kawałków grubego kartonu zrobionego z podwójnej tektury falistej - całość jest na tyle sztywna, że wysychający papier nie jest w stanie jej powyginać. Mam cztery takie plansze i dodatkowo znalazłam w domu kawałek twardej płyty pilśniowej, która tez świetnie się nadała na podkład.
Arkusze papieru moczę w zimnej wodzie przez dwie, trzy minuty (zależy do gramatury papieru), a potem układam na podkładce i przyklejam dookoła paskami szarego papieru z klejem. Całość odkładam do wyschnięcia i papier jest naciągnięty jak skóra na bębnie, nie marszczy się tak w czasie malowania, a tym samym farba równiej się na nim rozkłada i jest tam, gdzie ją położę, a nie tam gdzie sobie spłynie.
Teraz mam pięc nowych arkuszy gotowych do malowania, więc mogę znów zająć się akwarelkami.

Na jutro, co prawda, zapowiadają ładniejszą pogodę, ale i tak całego dnia w ogródku nie wytrzymam.

Po południu przyszedł Pan Komputer i zainstalował modem. Rezultat tego zabiegu jest taki, ze teraz mam internet na moim ślicznym laptopie i mogę sobie surfować po sieci w każdym miejscu domu i ponoć w ogrodzie też. Ha! Jeszcze tylko muszę się przyzwyczaić się do nowego systemu operacyjnego (laptop ma Windows 7) i będzie zupełnie fajnie.

Deszcz nie pada i widać gwiazdy - zmykam spać, bo jutro  pobudka znowu o 5.25.

6 komentarzy:

  1. początkowo nie wiedziałam , o napinaniu i moczeniu papieru, ale w necie znalazłam mały kursik o malowaniu i teraz jest łatwiej, ale ja mam tak zawsze, po pewnym czasie dochodzę do oczywistych wniosków :D chyba mam usposobienie serca z tv reklamy :D :D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Di - to moczenie i napinanie ma zapobiec odkształcaniu się papieru w trakcie pracy pod wpływem wody. Początkowo nie robiłam tego, bo miałam papier w bloczku posklejany ze sobą na brzegach, ale i tak wybrzuszał się i farba spływała w dołki.
    im wyższa gramatura papieru tym jest mniej podatny namoczenie i mnie się wybrzusza.

    Serce z reklamy jest przeurocze, bardzo je lubię :D

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to Wiewióreczko: Matrix has you ;P :D Nawet w ogrodzie ;D Zaraz pójdę zerknąć na akwarelki, a nóż ptaszka upoluję ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Porcelanko - :D nic mnie nie ma ;P Nie będę się przecież do ogrodu z laptopem nosiła :D

    A co do ptaszka, to proszę do niego bez noża, to dzikie ptactwo, ale nie bażanty z martwej natury ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na razie nie moczyłam papieru, malowałam na takim, jak jest. I jakoś mi się nie fałdował... Mam papier canson 250g/m2 bezkwasowy. Ale może ja mniej jakoś wody używam?

    OdpowiedzUsuń
  6. Miriel - jeśli Ci się nie fałduje w czasie pracy to nie ma po co go naciągać.
    Z tym naciąganiem jest jednak trochę zamieszania - trzeba mieć sztywne podkłady, taśmę do przyklejenia mokrego papieru, no i po zmoczeniu i przyklejeniu musi on wyschnąć porządnie, co zajmuje kilka godzin. Zwykle przygotowuje kilka arkuszy na raz, by mieć na zapas, więc całą zabawę z naciąganiem robię raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie, w zależności ile maluję.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)