środa, 27 kwietnia 2011

w pocie czoła - czyszczenie i nauka galopu

Do stajni przyjechałam przed czasem.
Konie biegały jeszcze po padoku i ostatnia rzecz jaką miały w głowie to było siodłanie i noszenie ludzi. Zostały przyprowadzone i przywiązane do koniowiązu. Kama po drodze uparła się poskubać trochę trawy i za nic w świecie nie chciała się ruszyć znad kępki, póki całej nie zerwała. Zadowolona z siebie, przeżuwając zielone, stanęła wreszcie spokojnie czekając na czyszczenie i siodłanie.
W pewnej chwili Graal też postanowił zerwać sobie trochę trawy. Jako, że już był przywiązany, przełożył linę dookoła kołka i szarpnął łbem - lina trzasnęła jak nitka, a koń przeszedł kilka kroków i spokojnie zabrał się za skubanie. Szybko przyniesiono nową linę i trawiasta rozpusta skończyła się.
Kama była bardzo zakurzona. Lubi się tarzać, a potem cała jest w plamach z zaschniętej ziemi i w kurzu. Wyczyściłam ją, a kiedy już prawie skończyłam Graal prychnął resztką zjedzonej trawy (i ziemi) i pokrył jej białą szyję masą ciemnych kropek. Musiałam poczekać chwilę aż wyschną i dopiero je wyczyścić. Co tu dużo mówić - zmachałam się przy tym czyszczeniu, bo koń jednak wysoki jest i intensywne wyczesywanie czegoś, co ma się powyżej wysokości oczu nie jest łatwe.
Potem już tylko wyczyszczenie kopyt (całe szczęście, że Kama chętnie podaje nogi) i siodłanie, i już byłyśmy gotowe do jazdy.

Jeździ mi się coraz lepiej i łatwiej mi utrzymać prawidłową postawę. Zaczyna być fajnie, miło i przyjemnie, więc żeby nie było za dobrze, instruktorka postanowiła, że czas na "progres".
W związku z tym znów był galop na lonży.
Ćwiczebny.
Wysłuchałam najpierw instrukcji, która noga gdzie ma leżeć: wewnętrzna na popręgu, biodro wypycha konia przy każdym foule, zewnętrzna za popręgiem zamyka konia na okręgu; wodze skrócone, ręka zgięta w łokciu, usiąść głęboko w siodło, odchylić się do tyłu i kołysać w rytm konia. Pięknie brzmi, ale wykonanie tego nie jest już takie piękne. Jak na razie moje wysiłki skupiają się na siedzeniu w siodle i odchylaniu się do tyłu, by nie lecieć na szyję konia. Precyzyjne ułożenie nóg jest poza moim zasięgiem, toteż Kama przechodzi z galopu w kłus jak tylko przestaje być poganiana przez  instruktora. Ćwiczenie trwało 15 minut i jak skończyliśmy to była zmęczona tak, jakbym sama biegała na tej lonży. Coś mi się zdaje, że nauka galopu jeszcze potrwa.
Dowiedziałam się też, że jak się nauczę galopować na maneżu to  pojadę w teren. Kuszące, ale nie wydaje mi się, by to szybko nastąpiło.

To wszystko było wczoraj. Dziś, już tradycyjnie boli mnie siedzenie, obite klepaniem po siodle.
Jutro następna jazda.

5 komentarzy:

  1. ciekawa jestem jaka jest maksymalna szybkość jazdy na koniu ? wszystko zależy od kondycji konia, ale tak orientacyjnie. przypomniały mi się szaleńcze pościgi na westernach :D pokusisz się kiedyś o taką jazdę ?
    a moc samochodu mierzona w koniach mechanicznych ,np taki Jaguar około 510 KM też daje do myślenia :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Di - szybkości poszczególnych chodów konia to:
    stęp - 6-7 km/h
    kłus - 12-15 km/h
    galop - 13-24km/h (czasem do 30km/h)
    cwał - 60 km/h - tym chodem biegną konie na wyścigach i jest to możliwe na stosunkowo krótkim dystansie.

    Co do konia mechanicznego to (za wikipedią): Koń Mechaniczny KM - jednostka utworzona w XIX w. w Niemczech na wzór konia parowego(HP) stosowanego w krajach anglosaskich dla porównywania mocy maszyn parowych z koniem. Moc 1 KM odpowiadała mocy zaprzęgu z jednym koniem, 2 KM – z dwoma końmi itd. (w przybliżeniu). Jest to moc brutto oddawana przez konia z pominięciem strat.
    Tak więc taki Jaguar ma moc jak zaprzęg z 510 koni ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam czyszczenie i ubieranie konia przed i po jeździe :). Traktuję to jako immanentną część całej imprezy. Ostatnio miałam okazję jeździć w jednym miejscu, w którym dano mi gotowego konia do ręki i to było jakieś takie dziwne... Jakbym miała jeździć na motorze, a nie na koniu. No, ale - różne stajnie, różne zwyczaje.

    A takie zajęcia, po których czuję, jakbym to ja tego konia na plecach nosiła, zaliczam do najlepszych :D Równanie jest takie: im bardziej się zmęczyłam + im więcej się nauczyłam + im więcej nauczył się koń = tym lepszy był trening.

    Zazdroszczę Ci, że już jutro masz kolejną jazdę, ja musze czekać do niedzieli...

    A przy okazji, dzięki za komplementa ;). Jednak ja widzę mnóstwo (o jakie mnóstwo!) błędów w mojej jeździe, ale wierzę, że trening czyni mistrza, a że widzę postępy z jazdy na jazdę, mam motywację do intensywnej pracy :). Zobaczysz, pewnie też tak będziesz miała - z każdym postępem będziesz odkrywać nowe rzeczy, które będą wymagały poznania czy poprawy. Chyba na tym polega cały urok tego sportu :)
    I myślę, że w teren pojedziesz znacznie wcześniej, niż się tego spodziewasz ;)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kai - dziękuję za słowa otuchy, obyś miała rację :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)