poniedziałek, 23 maja 2011

Chudy i wzmacniające kapsułki

Chudy chyba zamieszkał tymczasowo o moim ogrodzie. Prawie całe dnie spędza przekładając się ze stołu na ławkę, z ławki na trawę, z trawy na pieniek do rąbania drewna, gdzie sypia. Pieniek stoi pod okapem i jest zawsze suchy.
Od tygodnia je weterynaryjną karmę dla kociąt z Lysiną i czuje się wyraźnie lepiej. Mniej kicha, wydzielina z nosa też mocno się zmniejszyła, coraz częściej rozkłada się na słońcu. A piątek przyłapałam go na myciu, co mnie bardzo ucieszyło, bo oznacza to, że poczuł się na tyle dobrze, by zacząć dbać o siebie. Wciąż jest chudy, ale przeciąga się jak wstaje i obserwuje wszystko bystro, przestał być apatyczny. Przestał też posiadywać skulony na zimnem, mokrej ziemi, więc myślę, że przeszła mu gorączka.


W piątek byłam u weta po następne  pudełko karmy i przy okazji dostałam trzy kapsułki z preparatem, który stymuluje  odporność. Pani weterynarz zapewniła mnie, że nie słyszała jeszcze o kocie, który by tego nie chciał zjeść - wszystkie to uwielbiają. No to dziś usłyszy (idę z kotami na szczepienie), bo Chudy odmówił i patrzył na mnie tak, jakbym chciała go otruć. Pierwszą kapsułkę wysypałam na odrobinę śmietany (wg wskazań p.wet) i zaniosłam u do ogródka. Podszedł, pociągnął tym zasmarkanym nosem i odsunął się. Po kilku minutach podtykania mu miseczki pod nos miał dość tego, że łażę za nim po ogródku i wyniósł się do sąsiadki. Postawiłam miseczkę na murku i poszłam do domu - może się wstydzi, może zje, jak będzie sam.
Po chwili patrzę z balkonu, a miseczkę wylizuje jakiś rudzielec.
Pomyślałam, że może źle mu pachniało ze śmietaną, a że pani wet mówiła, że niektóre jedzą to na sucho, więc zawartością następnej kapsułki posypałam mu część karmy - dobrze, że nie  zaspałam mu całości, bo groszki z proszkiem zostały nietknięte aż do następnego  dnia, kiedy to ponownie pojawił się rudzielec z sąsiedztwa i wyżarł mu resztki łącznie z preparatem na wzmocnienie. Przynajmniej lekarstwo się nie zmarnowało.
W każdym razie  Chudy wczoraj po śniadaniu zniknął i nie  było do aż do popołudnia - możliwe, że sprawdził, czy w okolicy nie znajdzie się miejscówka, gdzie nie paprzą jedzenia jakimś proszkiem, który zwabia rudzielca. Odpuściłam więc sobie podawanie mu trzeciej kapsułki.
Wieczorem wrąbał kolację, a rano śniadanie, nareszcie bez tego paskudztwa.
Ogólnie zadowolona jestem z tego, że regularne karmienie i Lysina wyraźnie mu pomaga i mam nadzieję, że jego organizm z taką pomocą sam zwalczy infekcję.

9 komentarzy:

  1. Oby! :) Ważne, że już jest poprawa :).

    Urwis też nie jada leków ;)... W każdym razie tych w stanie płynnym, bo witaminizowane chrupki uwielbia :)... Za to Mały Kot nie tyka suchego jedzenia wcale (za wyjątkiem chleba od czasu do czasu), tabletek i witamin też nie. Ale forma kroplista jest ok. Dziwaki z tych kotów :) :D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Abigail - Masz rację, koty to dziwaki... choć może lepiej brzmi ekscentrycy. Zawsze milej mówić: "Mój kot to ekscentryk", niż "Mój kot to dziwak", nie? ;D

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A moje koty są oryginalne i nonkonformistyczne :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miała baba kłopotu, to się zamartwia obcym kotem... Wiele z nas tak ma, choć nie koniecznie musi to być kot.

    OdpowiedzUsuń
  5. To bardzo dobra wiadomosc, ze mu lepiej i ze najwyrazniej sie u Was zadomowil! Sluchaj, a moze ten preparat sprobowac zakamuflowac w odrobinie miesa (jesli swoim zwierzakom dajesz), tak 'ukryte' w srodku? Ja w ten sposob czesto podawalam swojemu psu...

    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. tkaitka - nie tyle zamartwia, co nie może patrzeć jak siedzi głodne i zasmarkane, kiedy po domu łażą dwie wypasione kocie kluski. Jak się najedzą dwa, to i dla trzeciego się znajdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Beo - że mu lepiej to świetna wiadomość, to, że się zadomowił to już dyskusyjne. Bo póki jest chory i jest ciepło, to niech sobie siedzi, ale co będzie na zimę? Maż jakoś nie wykazuje entuzjazmu w kwestii adopcji zabijaki... no, ale na razie mamy maj, pół roku przed sobą, więc sprawa się ubije jakoś. Grunt, by wyzdrowiał.
    Nie wiem czy przejdzie numer z mięsem, bo on ogólnie jest podejrzliwy co do jedzenia... Jeśli polepsza mu się bez tych kapsułek to nie będę w niego ich wmuszać.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny ten czarno-rudy, może zostanie? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. xmas_eve - prawdę mówiąc na razie nie myślę o tym, skupiam się na wyleczeniu go. Przed nami całe długie lato, a co będzie potem "się obaczy" :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)