sobota, 14 maja 2011

Czy aby na pewno nie lubię zmian?

Zawsze twierdziłam, że nie lubię zmian. Jednak ostatnio doszłam do wniosku, że jest całkiem odwrotnie.
Może nie chodzi tu o "lubienie" czy "nie lubienie", ale o mój stosunek do nich.
Przecież ja wciąż czekam na zmiany. Nieustannie, wręcz wyglądam ich. Oczywiście mam co do nich duże oczekiwania - jednym słowem owe zmiany mają być po mojej myśli.
Zimą czekam na wiosnę, latem na złotą jesień, a w listopadzie na Boże Narodzenie. Niecierpliwie wyglądam pierwszych krokusów, a potem pąków róż. Sieję drobne nasiona i wzdycham, bo już w chwili siewu nie mogę się doczekać aż zmienią się w duże i bujne rośliny. Chcę, by ranek zmienił się w popołudnie, a wieczór w długą noc.
Inaczej jest, kiedy coś zmienia się wbrew moim oczekiwaniom. Wtedy właśnie marudzę kapryśnie, że nie lubię zmian. I wtedy, gdy intensywny tryb życia budzi za mną tęsknotę za monotonią, rutyną i spokojem.

No tak, trochę filozofii, trochę marudzenia, a teraz pójdę zmieniać urugwajską cieniznę w zwiewny sweterek Santa Ana - i to będzie jedna z lepszych zmian ;)

10 komentarzy:

  1. Cieszę się, że pojawił się nowy wpis na Twoim blogu :-) Z tymi zmianami to jest chyba tak, że wszystko zależy od zmiany :-) Są zmiany na dobre i zmiany na złe, czasem zmiany, z których nie wiadomo, co wyniknie. Na pewno nie są miłe zmiany, które wynikają z tego, że ktoś coś za nas zmienia - przynajmniej dla mnie jest to ten trudniejszy rodzaj zmian - bo wymaga ode mnie przestawienia się i dostosowania do czegoś nieoczekiwanego. Ale nie jest tak, że tego rodzaju zmiany wywołują same negatywne odczucia - czasem okazuje się, że te niezależne ode mnie zmiany nie są złe ;-)

    Lubię sama zmieniać, szczególnie, kiedy czuje w sobie, że zmiany potrzebuję i że nastał czas na zmianę.

    Generalnie mam pozytywne podejście do zmian - wszystko jest zmianą, wszystko podlega zmianom bez przerwy, jest to stałe i niepowstrzymalne, jak upływ czasu. Akceptuję to :-) Ponieważ w moim przekonaniu z tego wynika wniosek, że nie ma KOŃCA. Takiego absolutnego. Jest tylko wieczna ZMIANA jednego w drugie, i nic nie ginie w świecie, jedynie się przemienia :-)

    No to też sobie pofilozofowałam ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zmieniam fryzurę (kolor włosów?, ale już samo podcięcie to zmiana), wnętrza (firankę np. - to duża zmiana, obraz na ścianie itd...). Garderobę - jak coś kupuję nowego, obowiązkowo "wyrzucam" ("" bo często przekazuję "dalej") coś starego (podonie z butami). Zmieniam ogród. Zmieniam jakiś drobiazg w życiu (np. idę na gimnastykę, albo na zazen - chociaż to akurat duża zmiana, a później rezygnuję - z gimastyki np.), itd... :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm... ja zdecydowanie nie lubie tych, ktore mnie destabilizuja, choc te mile oczywiscie przyjmuje z usmiechem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Beo - dobrze powiedziane "destabilizujące", trafiłaś w samo sedno z tym określeniem.

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że każdy z nas potrzebuje zmian. "Destabilizacja" jest dobrym określeniem na zmiany, których się nie lubi. No bo jakich zmian tak naprawde nie lubimy? Takich, które nam zaburzają zycie w sensie negatywnym, szkodzą, wiażą się z bezowocnym wysiłkiem. Generalnie - zmian bez nadzieji i tzw. na gorsze, bądź takich, które nam kradna kawałek wspomnień (np. wyburzenie ładnego domku i postawienie tam biurowca). Bo pozytywne każdy lubi. W sumie, kiedy patrzę na własne życie, to widze, że każdy dzień jest zmiana, bo przynosi cos nowego. To nie jest monotonne trwanie, tylko - działanie i zmiana:)Zarówno taka, na którą nie mam wpływu - ot choćby dziś - oczekiwałam słońca i spaceru, padał deszcz i nici ze spaceru, ale pogadałysmy sobie z moją mama, jak i taka na którą mam wpływ:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko zalezy jakie to zmiany. Tylko czy zawsze te które uważamy za dobre, są dobre, i odwrotnie?

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  7. MumakiLu - a to już wychodzi w tzw. "praniu" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miriel - (dziś blogger oddał mi stracone konetarze), Twoje podejście do zmian jest dość ciekawe i faktycznie, pozwala pogodzić się z wieloma sprawami... Jest zdecydowanie optymistyczne. Dziękuję :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. abigail - (dziś blogger oddał mi stracone komentarze)widzę, że Ty to jesteś wręcz wielbicielką zmian ;) Może jak się samemu wymusza częste zmiany, to nie jest się tak narażonym na przykrości ze strony tych nieoczekiwanych? Ciekawe...

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię zmiany, które sama planuję ;) Lubię zmiany cykliczne, lubię też przewidywalne :) Nie lubię takich, które są nieprzyjemne, destabilizujące, takich, które torpedują życie.

    Nie wiem czy jak się wychodzi na przeciw zmianom przykrości jest "mniej", raczej nasza postawa i oczekiwania się zmieniają, i wtedy wszystko ma szansę wyglądać w innym świetle.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)