wtorek, 17 maja 2011

katar i Chudy

Pogoda jest w kratkę, a ja złapałam katar.
nosze się po domu z pudełkiem chusteczek, za mało chora by się położyć, ale skutecznie pozbawiona chęci do czegokolwiek. Za oknem szare niebo, raz po raz coś tam z niego kropi, ale powietrze jest ciepłe i łagodne. Byłoby idealnie, żeby nie cement w głowie.
Leczę się i mam nadzieję szybko wykopać nieproszonego gościa, ale jak na razie mamy remis.

Koci gość - zaczęłam mówić o nim Chudy - dalej pomieszkuje w ogrodzie. Byłam wczoraj u weta, bo zauważyłam, że ma katar, i naświetliłam sprawę. Że dzikus, że nie da do siebie podejść, że olał mięso z cebionem więc i pewnie tabletkę wyczuje. W rezultacie kupiłam weterynaryjną karmę dla kociąt z dużą dawką lizyny, która hamuje namnażanie się wirusów. Odżywcza, z witaminami, powinna wspomóc na tyle organizm by poradził sobie sam z chorobą. Umówiłam się z wetem, że jak po zjedzeniu pudełka (około tygodnia) nie będzie zmiany to wymyśli coś innego.
Chudemu kociakowa karma smakuje. Podzieliłam dawkę dzienną na kilka porcji, by nie zostawiał w misce groszków i jak na razie wszystko sprząta. Miskę po nim wylizują ślimaki - nocą buszują w ogrodzie jak szalone.

9 komentarzy:

  1. O, tak - karma dla kociąt to często bardzo dobry środek na różne dolegliwości, nawet dla zupełnie udomowionego kota, który np. nie lubi jeść tabletek i zapiera się wszystkimi 18 pazurami. A koty ją zazwyczaj uwielbiają, bo kaloryczna i pyszniutka, więc sama wchodzi :) Nam pomogła na problemy żołądkowe. Tzn. nie nam ludziom, tylko naszej Junonce ;)
    Pozdrowienia!
    PS. hm, z tego mojego posta wynika, że to cudowne panaceum - może Tobie na katar też by pomogła? ;) a tak na serio, kiedy mnie żadne domowe sposoby nie pomagają, to działa ostatnia deska ratunku, czyli Cirrus - tanie to nie jest, ale cholernie skuteczne. może spróbuj, uwalnia od cementu w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kai - liczę na to, że organizm nie przyzwyczajony do takiej karmy potraktuje ją prawie jak lekarstwo i z jej pomocą poradzi sobie z infekcją.

    A jak pomoże kotu to może i ja skuszę się na te kociakowe chrupki ;) :D

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Kociakowe chrupki sobie odpuść, nie będziesz kociaka jedzenia pozbawiać.Ty sobie zrób napar z rumianku,z jednej czubatej łyżeczki, jak trochę przestygnie - przecedź, posłodź miodem i wypij prawie duszkiem. Tak niedawno było na FB. A mój kolega o korzeniach wojskowych miał inną - dla niego skuteczną - radę.200-300 metrów biegu takiego na ful.I jemu przechodził katar, choć inne dolegliwości nadał były.Radzę biec w stronę domu - nigdy odwrotnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. tkaitka - dzięki za rady :)
    Faktycznie, wyżeranie kotu chrupek to może nie najlepszy pomysł ;)
    Biegać nie będę, bo prędzej dostałabym zawału niż pozbyłabym się kataru ;) A rumianek lubię i sobie zrobię taki z miodem :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzie jest przycisk "Lubię to" pod postem Elżbiety? Głównie pod tym 'w stronę domu' ;) A tak na serio, to rzeczywiście duży wysiłek fizyczny pomaga, ale jeśli jesteś w stanie się do niego zmusić :)
    A wracając do karmy kociakowej - ona ma taką dawkę wspomagaczy odporności, że chyba może działać jak lekarstwo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kai - przycisk "Lubię to"?? Chyba chodzi Ci o taki, który jest powiązany z facebookiem - nie ma go, bo nie mam konta na facebooku :D Słyszałam, że jak się nie ma tam konta to ponoć się nie istnieje, ale mnie się jakoś to udaje ;)

    Co do wysiłku fizycznego - dziś mam jazdę, albo mnie uleczy albo dobije.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zimno i ja też złapałam katar i ucho mnie boli :(
    kot jest zahartowany , więc będzie dobrze, a teraz kiedy ma ciebie, to już pełnia szczęścia, pomożesz dokarmianiem i lekami :) zdrowiejcie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Di - dziękuję za życzenia zdrowia i życzę i Tobie pozbycia się kataru i bólu ucha (ucha bardzo współczuję, boli jak diabli :/ )

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na ból ucha pomaga nieco (nieco - bo mnie pomagało w 70 %, dobrze działa z kroplami przeciwbólowymi - przepisano mi takie - podaje się je też do oczu) opatulenie uszka watą nasączoną kamforą, na to ciepły szalik owinięty dookoła głowy.
    Co do kataru - mi pomagało (w ulżeniu katarowi i pozbyciu się uczucia zatkanego nosa, nie wyleczeniu) siedzenie nad miseczką pełną wrzątku z paroma kroplami amolu (nie wiem, czy to jeszcze jest dostępne, dawno nie miałam naprawdę uporczywego kataru), lub rumianku. Ręcznik na głowę i wdychać. Czytałam gdzieś o cebuli, którą się podlewa miodem, wodą, odczekuje 2-3 godziny i potem wypija, ale nie wiem...Tyle z babcinych sposobów:)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)