piątek, 3 czerwca 2011

dwa tygodnie Chudego


Dziś rano obliczałam, jak długo Chudy trzyma się koło naszego domu i stwierdziłam ze zdumieniem, że minęło dopiero dwa tygodnie. Zdawało mi się, że jest dłużej.
W środę wziął ostatnią porcję antybiotyku, czuje się zdecydowanie lepiej i wygląda lepiej. Nie kicha już wcale, a ciepłe noce i słoneczne dni pomagają mu pozbyć się resztek przeziębienia.

Zrobiłam mu miejsce do spania - w kącie ogrodu przy ścianie budynku, pod moim ogrodowym stołem do przesadzania kwiatów, postawiłam do góry nogami plastikową skrzynkę-kratkę, a na tym podwyższeniu położyłam złożoną starą narzutę. Pokazałam mu nowe miejsce do spania zanosząc go tam i wsadzając. Od ogrodu jest osłonięty drewnianą kratą z powojnikiem, na stole stoją płaskie paletki od rozsady, które chronią przed ewentualnym deszczem, ale do tamtego rogu mało kiedy dociera, bo wszystko stoi pod okapem. Dziś rano przyuważyłam go jak tam spał.
W dzień wygrzewa się między roślinami na suchej, ciepłej ziemi, rozciąga się na stole, na nagrzanym żwirze, a wieczorami przesiaduje na drewnie leżącym przy ścianie.

Dostaje jeść 3 razy dziennie, wciąż jest na karmie dla kociąt z lizyną, a jak skończy pudełko to czeka już na niego również karma dla kociąt i kotek karmiących. Jest bogata w białko i witaminy, więc będzie najlepsza do odbudowania sił takiemu chudzielcowi. Chudy zjada na raty swoją dzienną porcję i powoli nabiera ciała.
Żeby nie było za pięknie, to ma problemy z jedzeniem, bo nie otwiera pyszczka na całą szerokość i wyraźnie coś do w nim boli. Nie jest spuchnięty ani skaleczony, może to zęby, ale nie dał mi zajrzeć sobie do środka. Karma dla kociąt łatwo rozpada się w zębach, więc łatwiej mu ją jeść niż chrupki dla dorosłych kotów. Próbowałam dawać mu mokrą, ale tylko wylizywał sos zostawiając kawałki.
To co Chudy zostawi po posiłku zjadane jest przez rudzielce, więc przynajmniej się nie marnuje.

Każdego wieczora, kiedy Chudy je kolację, zostaję na chwilę w ogrodzie, bo rude przyłażą czasem wcześniej i odganiają go od miski. Więc stoję na straży ;) grzebiąc między roślinami. Jak Chudy skończy jeść, to przychodzi do mnie na głaskanie. Dzięki regularnej higienie sierść zaczyna być miękka i nie jest już tak koszmarnie brudny i szorstki jak na początku. Lubi się głaskać, pcha łepek pod rękę, wygina grzbiet i drepcze łapami. Tak na niego patrzę i coraz bardziej upewniam się, że nie jest to dzikus z urodzenia - to kot, który zna ludzi i wie jak można się z ludźmi głaskać. Wie też, że kosiarka jest do trawy i nie trzeba przed nią uciekać, a jak podlewam ogród to spokojnie przenosi się na inne miejsce kiedy zbliżam się z wężem, ale bez paniki. Wyraźnie wie o co chodzi z tym laniem wody. Podejrzewam, że albo się zgubił, albo został wyrzucony z domu.


Bibi i Haker nie są zbytnio zadowoleni z nowego lokatora. Jak są same w ogrodzie to obchodzą go na sztywnych łapach. W mojej obecności syczą na niego i warczą, Haker macha mu łapą, ale Chudy niezbyt się tym wszystkim przejmuje. Po skończonej demonstracji koty wędrują ze mną do domu, Chudy za nami, a one nagle zgodne, z zadartymi ogonami, wchodzą do domu zaznaczając, że to ICH dom.

13 komentarzy:

  1. Chudy wygląda już bardzo ładnie :)! Pięknie się spisaliście (i Ty i on). Podziwiam i gratuluję :). A domownicy też fajni :)! Podział rejonów jest i dobrze... A Chudy nie jest wykastrowany? Nie pamiętam, czy pisałaś...

    OdpowiedzUsuń
  2. Chwała Ci za ratowanie Chudego!

    OdpowiedzUsuń
  3. Abigail - dziękujemy (Chudy i ja) :)
    Nie wiem, czy Chudy jest kocurem czy kastratem... sądziłam, że to kocur, ale jakoś wydaje mi się niezbyt wyposażony przez naturę, więc zaczynam się wahać. Z drugiej strony nie mam zbytnio możliwości zajrzeć mu pod ogon, no i nie znam się aż tak dobrze. Na razie musi mi wystarczyć świadomość, że NIE JEST kotką ;)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyjemnie się czyta taki wpis, bardzo się cieszę, że Chudy czuje się coraz lepiej, że zdrowieje i że na dodatek potrafi okazać wdzięczność. Bardzo dobrze się nim zajmujesz, i widać, że to inteligentny kot. Super, że ma już swoje miejsce w ogrodzie, że ma gdzie spać, gdzie jest sucho :-)) Pozdrawiam serdecznie Ciebie i całe kocie towarzystwo :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż za kocie spojrzenie... mam nadzieję,że nikt go nie wyrzucił, bo na samą myśl serce się kraje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi sie podoba jak piszesz o kotach. Powiem szczerze, ze na naleze bardziej do tych co wola psy i koty byly dla mnie zawsze czarna magia. Moja mama ma teraz kota ale za malo czasu spedzam w domu aby sie z nia zapoznac i z jej kocia natura.
    Imponuje mi, ze tak sie na kociej naturze znasz :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. oslun - dziękuję za miłe słowa, ale to zrobiło się samo przez się - trudno by wyganiać taką bidę...

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miriel, całe kocie towarzystwo i ja dziękujemy za pozdrowienia i miłe słowa :)

    pozdrawiamy wzajemnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. kachazet - z dwojga złego też już wolę myśleć, że się zgubił, ale jak by nie patrzeć to miał chłopak jakiegoś pecha. Grunt, by mu się ten pech skończył ;)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. pinposhka - dzięki za miłe słowa, ale zdaje mi się, że każdy po 15 latach mieszkania z kotem (tyle jest u nas Bibi) ma jakie takie pojęcie jak się dogadać z tymi zwierzakami ;)
    kiedyś tez strasznie chciałam mieć psa, ale te co były w domu kochały moją mamę miłością bezmierną i bezwarunkową - ja byłam na dokładkę. Tak się złożyło, że to z kotami lepiej się dogaduję, że to koty wolą ze mną przebywać, nie psy.
    Poza tym, kot jest zwierzakiem dla leniwych ludzi, który nie lubią biegać ze smyczą w ciemny i dżdżysty listopadowy poranek, by wysiusiać pupila ;)

    Kiedy czytam Twoje wpisy i mam okazję poznać choć trochę Twoje spojrzenie na świat, to myślę, że świetnie dogadałabyś się z kotem, że byście się rewelacyjnie "zgrali" - może kiedyś będziesz miała okazję spotkać kota, który pozwoli Ci się adoptować ;)

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chudy cały czas jest w ogrodzie? :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miriel - jest :) Właściwie w nim mieszka, czasem pójdzie do sąsiadów z rana, bo tam jest szybciej słońce, ale poza tym zawsze jest na miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. O, to się cieszę. Ja postanowiłam przetestować ten biały chłonny super żwirek, o którym mi mówiłaś. Że to niby miesiąc można nie sprzątać. Przez pierwsze trzy dni się cieszyłam, że to taka wygoda dla mnie i dla kotów, ale... Niestety, moje koty sikają hektolitrami, po tygodniu cały żwirek żółty, śmierdzi sikami w całym domu. Mila wczoraj w proteście nasikała na wycieraczkę w przedpokoju, że ona nie będzie włazić do tej brudnej kuwety...

    Kupiłam dziś nowy, zwykły zbrylający żwirek...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)