wtorek, 7 czerwca 2011

wrzeszcząc na Peacock'a

"- Czy wiesz, dlaczego paw tak okropnie krzyczy? Bo spojrzał w dół i zobaczył swoje nogi - zapomniał, że je ma zajęty podziwianiem ogona..."
R.Godden "Indyjska wiosna Uny"

Tym razem nie krzyczy paw tylko ja i powodem nie są nogi, lecz sweterek o wdzięcznej nazwie Peacock. Taa... wkopałam się jak nic. Po uszy.
To piękne merino superwash, które sobie na niego kupiłam, jest ręcznie farbowane. Ogłupiałam z zachwytu jak je zobaczyłam na zdjęciu, a jak przyjechało w paczce ogłupienie tylko się pogłębiło. Na efekty tego stanu nie trzeba było długo czekać. Otóż...
Tego pięknego koloru posiadam trzy motki. Każdy po 400 metrów. Każdy odrobinę inny niż poprzednie, z czego jeden wykazywał większą ilość żółtego koloru niż pozostałe.
Zaczynając robótkę naiwnie sądziłam, że pójdą mi wszystkie trzy motki, a nawet może starczyć tylko na rękawy 3/4.
Postanowiłam zacząć motkiem z większą ilością żółtego, by najjaśniejszy kolor był przy twarzy. miałam zamiar zrobić z niego cały karczek i kawałek w dół, a potem robić z następnego motka. Byłoby się wszystko udało jakby włóczka nie była tak diabelnie wydajna - pierwszy motek skończył się około 37 cm poniżej dekoltu, w połowie ściągacza. Przewinęłam następny i robię dalej, ale po kilkunastu rzędach widzę, że nowy kolor odcina się jak nożem, że jest zdecydowanie ciemniejszy. A tu jeszcze czekają rękawy do zrobienia z tego samego ciemniejszego motka. Niedobrze... Nie chcę sweterka, który będzie wyglądał jak z dwóch różnych włóczek.
Teraz cały wieczór próbuję wymyślić jakieś rozwiązanie, ale wychodzi mi, że bez prucia się nie obejdzie. I to dużego prucia...
Mogę też zostawić toto jak jest, odłożyć na "niewiadomokiedy", i zrobić nowy sweterek z dwóch pozostałych motków, bo na pewno wyjdzie, skoro to diabelstwo jest tak upiornie wydajne. Ehh...
Żeby chociaż było brzydkie, czy szorstkie, to bym rzuciła w kąt i zapomniała, ale nie - kolory układają się idealnie, w pełen melanż, bez pasków czy plam, w dotyku jest mięciutka i aż się nie chce zdejmować z siebie po przymiarce - po prostu ideał.
No więc pozostało mi wrzeszczeć rozdzierająco jak ten paw, bo trza było się zorientować szybciej co się kroi.

Nic to, może jutro coś wymyślę - idę przespać się z problemem, ponoć to pomaga ;)

2 komentarze:

  1. Ja myślę, że dokup wełny w kolorze bardziej żółtym (a nuż się uda?) i spruj tylko ten kawałek ciemniejszy, a z ciemniejszego zrób drugi... ;)..
    :D - tak, wiem, że to oba Twoje pomysły są :).

    OdpowiedzUsuń
  2. abigail - dokupowanie tej włóczki to jak granie w totolotka - takie samo prawdopodobieństwo trafienia w taki sam układ kolorów. Ale dziękuję za radę :)
    Przespanie się z problemem nie dało na razie rezultatu, może popołudniowa drzemka wniesie coś nowego ;)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)