niedziela, 24 lipca 2011

Crème brûlée

Odwiedzamy kawiarnie i zamawiamy crème brûlée.
W Cafe Julka w Sopocie jest bardzo dobry, w płaskim naczyniu co gwarantuje duża ilość pysznej karmelowej skorupki. W Mon Balzac na Starówce serwują go z kulką gruszkowego sorbetu na wierzchu i kiślo-dżemem wiśniowym na spodzie. Pomijając te niepotrzebne udziwnienia krem jest pyszny, z dużą ilością prawdziwej wanilii. tylko, że jest go zdecydowanie za mało, następnym razem zamówimy podwójną porcję bez kiślo-dżemu i bez sorbetu ;)
Jak na razie najlepszy jedliśmy w restauracji Ewa Zaprasza w Sasinie. Idealny, z odpowiednią ilością chrupiącej, karmelowej skorupki.
Wlałam do garnka pół litra śmietany kremówki, wsypałam cukier, dodałam ziarenka z całego strąka wanilii. Zagrzałam mocno, prawie do wrzenia mieszając. W misce wymieszałam sześć żółtek i po przestudzeniu śmietany wlałam ją porcjami do żółtek cały czas mieszając. Całość wlałam do kokilek, które wstawiłam do naczynia, wlałam gorącą wodę do połowy ich wysokości i umieściłam
na godzinę w piekarniku nagrzanym do 120 stopni.
Teraz krem się piecze, a na noc wstawię go do lodówki. Rano wyczaruję na nim karmelową skorupkę z cukru trzcinowego i będziemy testować domowy crème brûlée :)

8 komentarzy:

  1. a ząbki wiewiórkom nie popsują się przez taką ilość słodyczy? ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Klubie Kota Jasna 8, miło mi powitać Cię na moim blogu :)
    Co do przepisu, to mnie też zdumiało, że jest tak banalnie prosty. Jak zaczęłam szukać go w sieci to trafiłam na stronę Kwestia Smaku i skorzystałam z przepisu podanego właśnie tam http://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_francuska/creme_brule/creme_brule.html
    Jedyne co zmieniłam to po 45 minutach podniosłam temperaturę do 120 stopni i przedłużyłam czas pieczenia o 10 minut. Aha, i piekłam w kąpieli wodnej :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ..ale smakowało ? jem lody śmietankowe i popijam łyczkiem wiśniówki,żeby gardło ochronić ;}

    OdpowiedzUsuń
  4. Di - jeszcze nie wiem, będziemy próbować późnym popołudniem.
    Twoja kombinacja brzmi bardzo smacznie, chyba kiedyś wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy czegoś takiego nie jadłam i chyba nawet nie widziałam. A jak przeczytałam przepis, to jeszcze trudniej mi to sobie wyobrazić. Myślałam, że to rodzaj budyniu, ale żółtka?... nie dość że nie wyobrażam sobie gotowania śmietany, to jeszcze zapiekanie jej z jajkami... To jest rodzaj omleta bez mąki?... tudzież pieczonej jajecznicy na słodko? ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. "Rano wyczaruję na nim karmelową skorupkę z cukru trzcinowego" - no tak, nic dziwnego, że to dla mnie niepojęte, przecież to czysta magia :-DD

    OdpowiedzUsuń
  7. Miriel - crème brûlée nie ma nic wspólnego ze słodką jajecznicą czy omletem. Cały problem z przygotowaniem kremu to to, by się za nic na świecie nie zwarzył w czasie pieczenia, bo wtedy właśnie wyjdzie słodka jajecznica.
    Dobry krem ma konsystencję najbliższą budyniowi, ale jest zdecydowanie delikatniejszy i gładszy w smaku.
    Skorupkę z karmelu uzyskuje się posypując zimny (z lodówki) krem cukrem trzcinowym i wstawiając naczynko pod rozgrzany grill na 3-4 minuty - cukier topi się na karmel, a krem pozostaje zimny, więc wszystko zastyga na smaczną skorupkę. można ją też uzyskać za pomocą palnika kuchennego, ale nie posiadam takowego.
    Krem brûlée jest pyszny, ale z podanych proporcji wychodzi go raptem 4 kokilki trochę większe niż 1/2 szklanki. Mało, zdecydowanie za mało dla łasuchów ;)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)