piątek, 26 sierpnia 2011

Londyn - lwy i koty

Nie wiem jak Wam, ale mnie jednym z symboli Anglii jest lew. Widnieje w herbie i w wielu innych miejscach. Wiecie przecież, że lubię lwy, zwłaszcza te kamienne, krążąc więc po Londynie wypatrywałam ich i choć nie znalazłam bardzo dużo, to jednak parę uwieczniłam na fotkach.

Tak więc przedstawiam Wam:
Skrzydlaty lew siedzący na Holborn Viaduct w City of London. Wiaduktu strzegą cztery takie same figury usytuowane tuż za przyczułkami. 


 
Jeden z dwóch dostojnych lwów pilnujących bocznego wejścia do British Museum. Szary kamień i nowoczesny charakter rzeźb nadają lwom odpowiednio monumentalny wygląd.


Ważący blisko sześć ton monumentalny marmurowy lew z Knidos, pierwotnie zdobiący szczyt starożytnego grobowca, powstały w starożytnej Grecji pomiędzy 350 a 200 rokiem przed naszą erą, obecnie zdobi główny hall z British Museum. Wykuty z jednego bloku marmuru. Jako, że wraz z grobowcem stał swego czasu na wysokim klifie nadmorskim, naukowcy zakładają, że w pustych obecnie oczodołach posiadał oczy z kolorowego szkła, a refleksy świateł obijających się od nich nocą mogły być pomocne dla żeglujących na pobliskich wodach.


Mały lew wyrzeźbiony jako wspornik dla służki sklepiennej na zewnętrznym murze Westminster Abbey.


Trochę mniejszy i bardziej współczesny, ale niemniej królewski kot mieszkający na dziedzińcu Westminster Abby College.


Siedzący w bramie kamienicy kot, który nie reagował na przymilanie się i moje wołania - musiałam zadowolić się fotką zrobiona z daleka i pod światło.


Kot z pobliskiego pubu, Jack, który mało, że zdecydował się na opuszczenie dla mnie dobrego punktu obserwacyjnego na wysokim murze, to jeszcze pozwolił się pogłaskać, a na końcu pozował z pasją do sesji fotograficznej. Jak widać posiadał niebywałą urodę i wdzięk.


Na koniec nie mogę odmówić sobie wspomnienia dzikiego, czerwonego lwa Szkocji, którego figurę zobaczyłam w nogach nagrobka Marii Stuart - niestety nie wolno tam było robić zdjęć, a w internecie też nie znalazłam fotografii tej rzeźby. Lew sam w  sobie nie jest wielki, ale za to w kolorze żywej czerwieni, ma bujną złotą grzywę, otwarty ryczący pysk, dzikie oczy i siedzi przykucnięty trzymając między tylnimi łapami królewskie jabłko, a w przednich dzierży berło i włócznię. Dla mnie uosabia dzikiego szkockiego górala, brakuje mu tylko pasów z niebieskiej glinki na pysku, chociaż rekompensuje to sobie niebieskim jęzorem i pazurami ;) 
Aby dać jakie takie wyobrażenie tej rzeźby załączam ilustrację Honours of Scotland z Wikipedii

10 komentarzy:

  1. To masz takie lwie hobby ?:-)
    Duże i małe :-)
    Piękne żywe koteczki...
    Piękne lwie rzeźby...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tja, od dawna z Ele zauważyliśmy, ze Londyn to miasto kotów. I po kotach widać, jak zwierzęta (nawet koty) upodabniają się do swoich człowieków. :) Te Londyńskie, są ewidentnie bardziej dystyngowane. :)

    MumakiL

    OdpowiedzUsuń
  3. Pfff! No wiesz! A mnie brakuje tutaj Lwow z Trafalgar Square ;). A czy zauwazylas, ze jest ich tam tylko trzy a nie cztery?
    A gdze jest nagrobek Marii Stuart? Westminster Abbey? Glupio sie przyznac, ale jeszcze tam nie bylam a tam tyle nagrobkow slynnych ludzi.
    Najbardziej bodoba mi sie ten rudy kot. :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Koty piękne :)! Takie londyńskie... :D...

    OdpowiedzUsuń
  5. MLku - masz rację, trzymają zdecydowanie większy dystans i nawet kiedy schodzą się pogłaskać to tak jakby mimochodem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. pimposhko - nie dotarłam na Trafalgar Square, jakoś wypadł mi z głowy i przypomniałam sobie o nim dopiero po powrocie. A przez cały pobyt tak mi jakoś kołatało gdzieś na dnie umysłu, że jest chyba jeszcze jeden plac oprócz Piccadilly, który powinnam obejrzeć. Trudno, następnym razem ;)

    Nagrobek Marii Stuart jest w Westminster Abby, w tej samej kaplicy co grób Elżbiety Pierwszej. Opactwo jest niesamowite, zajrzyj tam któregoś dnia, może lepiej po sezonie, bo w tłumie zawsze gorzej się zwiedza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Abigail - tak, zwłaszcza ten rudzielec, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  8. piękne lwy, a ten rudzielec wspaniały :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Widać, że Londyn ma coś wspólnego z Gdańskiem ;-)))

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)