wtorek, 30 sierpnia 2011

wakacje a konie

Już dawno nie pisałam o koniach i dziś stwierdziłam, że czas to nadrobić.

Przez całe wakacje jeździłam trzy razy w tygodniu. Maneż i teren naprzemiennie, z lekką przewagą maneżu, bo wciąż masę muszę się nauczyć.
W stajni przez całe wakacje odbywały się półkolonie, więc wszelkie jazdy w tygodniu były od piętnastej, a w weekendy przyjeżdżali przypadkowi ludzie na jazdy lub rodziny z dziećmi na oprowadzki. Po miesiącu, znaczy od początków sierpnia, konie zaczynały mieć dość kolonii, stawały się coraz bardziej drażliwe, kapryśne, narowiste. Zmęczenie psychiczne dawało się im we znaki, odpoczywały w czasie długich terenów, na które cieszyły się i one i instruktorzy. No i oczywiście jeźdźcy ;)
W połowie sierpnia Sasza odbił sobie kłąb i dostał dziesięć dni urlopu. Bardzo mu się to przydało, kłąb się wyleczył a Dziadek odpoczął tak, że kiedy poszedł w teren na prowadzącego inne konie nie mogły za nim nadążyć.
W sierpniu odbyły się dwa rajdy, ale w żadnym z nich nie mogłam wziąć udziału, bo w  tym czasie byłam w Londynie. Za to w ostatnią niedzielę pojechałam na jednodniowy rajd.
Było bardzo przyjemnie. Poszły cztery konie: Lama prowadząca, Kama, Lucky i Tarkan. Jechałam na Kamie i byłam bardzo zadowolona z tego wyjazdu. Zupełnie inaczej rozkłada się czas i siły w czasie długiego terenu a inaczej jak ma się jeździć większość dnia.
Było sporo kłusa i równie sporo galopów - długich, szybkich galopów po piaszczystych leśnych drogach.

Póki siedziałam na koniu to nie czułam się nic a  nic zmęczona. Jak zsiadłam to owszem, zmęczenie dopadło mnie dość szybko, ale nic nie bolało. Sądziłam, ze cały cyrk obolałych mięśni i stawów zacznie się na drugi dzień, ale tu czekała mnie miła  niespodzianka - nic nie bolało. Po odespaniu byłam prawie jak nowa, aż dziw ;)

Dziś jeździłam na maneżu. Lama - konik polski - bardzo chętnie kłusuje, równie chętnie galopuje, lubi długa wodze i ścinanie zakrętów. Po kilku "dyskusjach" na temat skracania sobie okrążeń przez środek ujeżdżalni, Lama wróciła na ścieżkę i robiła to, co należy. W nagrodę dostała po jeździe marchewkę i jabłko.

2 komentarze:

  1. Zazdroszczę Ci, że możesz jeździć tak często. Dla mnie trzy jazdy w tygodniu to luksus, zwłaszcza, jeśli gdzieś chcę wcisnąć zajęcia indywidualne. A w terenie... kiedy ja ostatnio byłam w terenie? W czerwcu chyba. Szczęściara jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kai - tylko w czasie wakacji mogłam tak ustawić jazdy, w roku szkolnym skończy się pewnie na dwóch w tygodniu, a i tereny będą rzadsze.

    Prawdę mówiąc liczę że teraz, na jesieni, jazdy będą o wiele przyjemniejsze, bo latem przy upałach i wszystkich muchach gryzących konie potrafią być bardzo męczące.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)