czwartek, 13 października 2011

Chudego pierwsza noc w domu

Temperatura w nocy spada teraz do 4-3 stopni, więc postanowiliśmy zabrać Chudego z ogrodu do domu przynajmniej na noc. bo widzicie, ten kot wcale nie pcha się do domu, wydaje się być całkowicie zadowolony z prowizorycznego zadaszenia od deszczu, jakie mu zrobiłam w kąciku przy drewnie w ogrodzie.
Jako, ze od dwóch miesięcy dostaje jeść właściwie sześć razy dziennie, przytył na tyle, że nie czuje się już kości przy głaskaniu i zmieniając sierść na zimę pozbywa się z powodzeniem czekoladowego koloru. Już jest prawie cały czarny.
Bardzo to wszystko nas cieszy, ale noce są coraz zimniejsze, a wizja, ze znów się zaziębi i doprowadzi do stanu w jakim przybył do nas wiosną, spędzała mi sen z powiek.
Więc została zakupiona dodatkowa kuweta i kot został przyniesiony do domu. Najpierw na kilka godzin, od rana, by zobaczył co i jak. Ku mojemu zdumieniu Chudy nie miota się w panice, nie chowa się po kątach tylko zachowuje się bardzo spokojnie. Był zdenerwowany, mlaskał intensywnie i mruczał nerwowo, poleciało trochę sierści przy głaskaniu, ale ogólnie to był bardzo spokojny. Po tej kilkugodzinnej porannej próbie wypuściliśmy go na dwór by przemyślał sobie wszystko i dopiero późnym wieczorem znów zgarnęliśmy z ogrodu.
Znów trochę nerwów, ale tylko trochę. Zdecydował się trzymać się na dole, pod schodami, więc dostał tam koszyk z kocykiem, jedzenie, wodę i, w dalszym kącie, kuwetę. Spędził wieczór na schodach, to na dole, to na samej górze przyglądając się nam. Kocica obsyczała go dla porządku, ale nie goniła, a i on nie przejął się zbytnio jej syczeniem. Haker powarczał chwilę a potem poszedł na górę pilnować swojego miejsca w łóżku.
Chudy jadł mało, ale nie rozpaczał ani nie szukał wyjścia.
Noc upłynęła spokojnie - Bibi w naszej sypialni w swoim koszyczku, Haker na mnie (dosłownie), tym razem prawie na głowie, a Chudy gdzieś na dole, prawdopodobnie na schodach. Chyba nie wszedł do koszyka, ale i na dworzu ma zwyczaj sypiać na zupełnie twardych nawierzchniach.
Rano powitał mnie lekkim miałknięciem, zjadł odrobinę i przyszedł się pogłaskać. Jako, że nie skorzystał z kuwety doszłam do wniosku, że trzeba go wypuścić na dwór - w końcu noc spędził w ciepłym miejscu i spokojnie poradzi sobie z porannym chłodem.
nie mogę powiedzieć, by się nie ucieszył, kiedy zaczęłam otwierać drzwi. Wyszedł, zaczerpnął świeżego powietrza i ruszył w stronę furtki. Zawrócił natychmiast, jak usłyszał, ze sypię jedzenie do miski przy drzwiach - wrócił na śniadanie i zaczął szybko jeść. Widać jednak stres związany z nowym miejscem nie dawał mu spokojnie się najeść w domu, ale tuż za drzwiami to całkiem co innego.
Myślę, że jakoś się przyzwyczai chociażby do sypiania w domu.


Jak już zrobiło się jasno i wyjrzałam do ogrodu, to liście krzaków były całe w szronie - oj, zmarzłoby futro pod tym swoim fotelem, zmarzło...

9 komentarzy:

  1. Chudy na zdjęciu wygląda wspaniale :) Musi się oswoić z noclegiem w domu - czym będzie zimniej, tym mniejszy stres będzie przeżywał :) Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia bez kuśtykania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Calima - liczymy na to, że temperatura sama zmusi Chudego do szybkiego przemyślenia kwestii noclegów w domu.
    Dziękuję za życzenia, z pewnością się przydadzą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chudy przyzwyczai się do bywania w domu,
    ale może być tak,
    że jednak będzie kotem wychodzącym...
    Pięknie wygląda...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że tak uparcie przygarniasz Chudego i tak metodycznie go oswajasz :-)) Myślę, że Ci ufa, dom dla niego nie jest zwykłym miejscem, ale nie kojarzy mu się z zagrożeniem, myślę, że to ważne. Pewnie niedługo się przyzwyczai, zobaczy, że w domu jest spokojnie i bezpiecznie i że zdecydowanie cieplej :-)

    A u nas dziś padał deszcz z gradem. No i coraz zimniej, powoli wyciągam coraz cieplejsze ciuchy, od niedzieli chodzę w kozakach i cieplejszych rajstopach.

    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i cieszę się, że Chudy już jest Grubszy :-))

    OdpowiedzUsuń
  6. Miriel - ano, niby jest grubszy, ale po dwóch nocach w domu zniknął i nie wiem, czy uda się nam go dziś zgarnąć do domu.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas już przymrozki, może on chce zaznaczyć, że jednak jest wolny, ale pewnie przyjdzie, jak zmarznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miriel - wolność wolnością, a na dworze było dziś zero. Ten durny kot spędził ją pod fotelem w ogrodzie, ehhh....

    OdpowiedzUsuń
  9. To po prostu kot niezależny :-)) może mu duma nie pozwala schować się w domu od razu z pierwszymi przymrozkami ;-)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)