czwartek, 27 października 2011

Głos z Kanapy - co lekarze powiedzieli

Tak, dalej przesiaduję na kanapie. Może już nie tak dużo, bo przejęłam obowiązki domowe, ale niemniej wciąż spędzam na niej sporo czasu.
I samochodem już jeżdżę, o! I zakupy zrobię - wprawdzie zajmuje mi to dwa razy więcej czasu, ale za to mogę dokładnie obejrzeć co leży na półkach ;)
Niemniej jednak na wizycie kontrolnej u ortopedy pan doktór nie był zadowolony z mojej nogi. Z jakiś powodów staw jest zbyt usztywniony, a właściwie nie staw tylko mięsień czterogłowy uda szwankuje. Kazał więcej ćwiczyć, szczególnie na stacjonarnym rowerze i chodzić na basen.
Rower kupiliśmy (ehhh...cóż zrobić), a basen znalazłam sobie kawałek od domu - świeżutko otworzony, prywatny basen, średniej wielkości, ale ja nie potrzebuję olimpijskiego, za to ma masaż dyszami podwodnymi i bardzo kameralną atmosferę. Co najważniejsze jadę tam 3 minuty samochodem.
Za to pani doktór od rehabilitacji kazała zrobić usg kolana, bo nie podobało się jej, że jest wciąż cieplejsze i chciała wiedzieć co jest w środku.
No to poszłam na to usg. Dowiedziałam się, że oprócz tego co mi zreperowali, to złamałam sobie jakiś kłykieć dostawowo, znaczy odłamki wylądowały w torebce stawowej. Tak przynajmniej zrozumiałam. Są to mikrozłamania, niektóre odłamki są wielkości beleczki kostnej (co by to nie znaczyło). W każdym razie, tego typu złamań nie ma jak zaleczyć ani zoperować, bo tam nie ma dostępu. Już mi tak zostanie i co jakiś czas będzie się odzywać, bo organizm nie leczy sam takich mikrozłamań. Co najwyżej mogą nastąpić zwapnienia.
Na dodatek dowiedziałam się, ze ten czterogłowy mięsień uda nie działa jak trzeba, bo został naderwany i teraz jego struktura wygląda jak wielka czarna gąbka. W każdym razie na ekranie aparatu usg tak wygląda. To, na szczęście, się zaleczy, ale potrzebuje czasu. Reszta stawu, rzepka, wiązadła, ścięgna itd. jest w porządku.
Wyszłam z tego usg i pomyślałam sobie, że jednak trzeba było nie wsiadać na konia...

Na drutach dalej dłubię, trochę wolniej, bo dwie rzeczy na raz. Mąż zamówił sobie sweter z tej samej włóczki, z której robiłam Listopad. Zaczęłam więc robić, trochę innym wzorem i nie bezszwowo tylko normalnie, w częściach, i dałam mu na imię Październik.
Jak na razie to dużo nie mam, bo zaczęłam dopiero robić podkrój pod pachy na plecach. Włóczka jest ciemna i w pochmurne dni patrzenie na nią wpędza mnie w posępny nastrój, więc dla odmiany zaczęłam robić Baktus'a z kolorowej skarpetowej włóczki. Również nie mam go dużo, ale posuwam się do przodu ;)

Chusta Dusty Pink nosi się wspaniale, jestem zachwycona tą wełną i już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę robić sweterek dla siebie z tej w kolorze jeansowym. Najpierw muszę skończyć Październik, więc do roboty! ;D

8 komentarzy:

  1. No tak, mi się od początku nie podobała ta włóczka październikowo-listopadowa. Ale ta skapretkowa już ładniejsza.

    Wygląda na to, że podczas tego wypadku uszkodziłaś sobie więcej rzeczy niż tylko łąkotkę, no szkoda. Mam nadzieję, że rehabilitacja pomoże. Ten rower to potrzebny, żeby ćwiczyć zginanie nogi w kolanie i pracę tego mięśnia?

    Mam nadzieję, że basen tez będzie dla Ciebie miłym spędzaniem czasu, a nie tylko rehabilitacją.

    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miriel - panom się włóczka podoba - ja może bym wolała jaśniejsza, bardziej kolorową, ale jak już się namacham drutami, to wolałabym by było to noszone, a nie odłożone do kata z etykietką "pstrokate" ;)

    Na basenie jest nudno, ale nie chodzę tam po emocje, tylko po zdrową nogę, więc nie ma co wybrzydzać. Jutro idę znowu.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miriel - acha, rower pomaga zwiększyć zakres ruchomości stawu, znaczy ćwiczę zginanie nogi w kolanie. Jak na razie - odnosząc to do tarczy zegarowej - poruszam nogą pomiędzy piątą a ósmą. Sukces będzie, jak zatoczę koło przez całe dwanaście godzin :)

    Basen również pomaga zwiększyć ruchomość stawu, ale w inny sposób - w wodzie stawy są odciążone i przez to o wiele łatwiej im się poruszać. Np idąc po szyję w wodzie w ogóle nie utykam, a na lądzie chodzę jak Czarnobrody ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. zdrowiej. co będzie z jazdą na koniku, czy masz jakiś uraz, czy też powrócisz po wyleczeniu kontuzji ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Di - dziękuję :)

    Co do koni to nie mam urazu - tak myślę, ale to się ponoć ujawnia dopiero jak się na konia wsiądzie - ale raczej nie mam zamiaru już jeździć konno. Rozsądek mi wzbrania, bo spadanie z koni jest na stałe wpisane w jeżdżenie na nich, a mnie już nie stać, ani fizycznie ani psychicznie, na drugi taki wypadek.

    miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Te wszystkie lekarskie terminy to dla mnie czarna magia, ale rozumiem, że coś tam jest nie do końca tak jak trzeba. Pozytywnie jednak (bo zawsze coś trzeba na plus wynaleźć)że masz teraz więcej czasu dla siebie a rower i basen to i dla ogólnej kondycji potrzebny.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. AgaB - masz rację, lepiej szukać pozytywów, po co się dołować :)

    serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiewiorko, przykro mi to czytac... Nadal wiec mocno zaciskam kciuki, by rehabilitacja dala jak najszybciej pozytywne efekty.
    Rowerek i basen naprawde swietnie w tego sytuacjach dzialaja, mnie rowniez bardzo pomogly. Mam wiec nadzieje, ze i u Ciebie tak bedzie, choc faktem jest, ze potrzeba na to wszystko czasu niestety...

    Pozdrawiam serdecznie!

    PS. Odbytych jazd konnych nie zaluj, jak pokazuje bowiem moje osobiste doswiadczenie, mozna sie nabawic powaznej kontuzji nawet wsrod swoich 4 scian ;)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)