czwartek, 8 grudnia 2011

Głos z Kanapy i kilka słów o Chudym

Już było całkiem fajnie, już widziałam siebie biegającą swobodnie w czasie przedświątecznych zakupów po sklepach i po domu, już miało być tak dobrze.
Miało, ale nie jest. Nie jest, bo tydzień temu poślizgnęłam się na własnych domowych schodach i wykonałam prześliczny siad płotkarski zostawiając za sobą dopiero co wyleczoną nogę. W nodze chrupnęło, no i oczywiście zabolało tak, że przez moment sądziłam, że ją sobie urwałam :D
Na szczęście została na miejscu i nie zrobiłam jej większej krzywdy tyle, że jeśli chodzi o jej ruchomość to cofnęłam się gdzieś o 2-3 tygodnie rehabilitacyjne.Więc zaczynam od nowa.

Poza tym Chudy mieszka z nami w domu. Większość dni i nocy przesypia, czasem przychodzi się pogłaskać. Je teraz mniej, ale zawsze pojawia się w kuchni jak mam mielone mięso. I uwielbia szynkę w plastrach, najchętniej konserwową. Zwykle okupuje miejscówkę w dużym pokoju na kanapie lub krześle, ale jak przyjechała moja mama to przekitował trzy dni na półce w naszej garderobie. Nosiłam mu tam jedzenie i wodę, ale nie chciał jeść. Może jadł nocami. W każdym razie przeżył i przeniósł się do pokoju po wyjeździe gościa.

12 komentarzy:

  1. jak pech to pech, bo ileż można być kanapowcem :(
    trzeba jakieś czary poczynić i stanąć mocno na nogach :)
    Chudy ...wiadomo, mielone mięso i brak zębów , nie można przepuścić takiej okazji :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo Ci współczuję, bardzo. Życzę zdrówka. Pozdrawiam serdecznie, Elżbieta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie u ciebie, zimowo, podoba mi się :-)) Fajnie to wygląda, do każdego wpisu blog zmienia kolor, fajny pomysł :-)
    Cieszę się, że Chudy w domu, bo już śnieg zaczął padać :-)
    Ja ostatnio zapracowana jestem tak, że zazdroszczę kotom :-) Miałam do napisania w ciągu kilku dni cztery materiały, spałam po pięć godzin na dobę (choć czasami w ciągu dnia też na trochę), i dziś odsypiałam do wieczora :-) ale jestem zadowolona, bo dwa materiały zaproponowano mi za dodatkowe pieniądze :-))
    Pozdrowienia dla wszystkich kotów!

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję tej nogi :(...
    Kciuki, żeby tym razem bez sensacji przebiegła rehabilitacja...

    Fajnie, że napisałaś o Chudym :). No i że wieści dobre :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Di, Elżbieto, Abigail - dziękuję, noga jakoś powoli zbiera się znowu w całość ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miriel - zmiany kolorów bloga wraz z wpisami to przypadek, poprzednie nie pasowały mi zbytnio, ale ten raczej zostanie, przynajmniej przez zimę (chyba, że znajdę coś jeszcze bardziej pasującego). Załadowałam też na powrót śnieg z kursora, też na zimę.

    Cieszę się, że masz dodatkowo płatne zlecenia, chociaż współczuję zapracowania.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie mam za sobą interwencje w sprawie potrąconego psa, pakowanie go na koc, wiezienie go na wózku do weterynarza, rozmowy ze strażą miejską, z weterynarzami, facetem do "odławiania zwierząt", który okazał się jeszcze innym weterynarzem, szukanie sposobu na zapłacenie za wizytę (udało się zrobić tak, że nie płaciliśmy), i generalnie uspokajałam panikujące i prawie histeryzujące towarzystwo ludzi, którzy się do tego psa zbiegli... Od rozmów ze strażą miejską rozbolała mnie głowa, aczkolwiek mimo że nic mi nie chcieli powiedzieć, to jednak byli komunikatywni wystarczająco, by udało się tego psa przewieźć do całodobowej lecznicy. Ale nie ma nic gorszego niż panikujący i krzyczący naokoło ludzie.
    A trafiłam tam, bo znajomy do mnie zadzwonił, że jego znajoma stoi pod niedalekim blokiem i płacze. Jak tam przyszłam, to się okazało, że od godziny wszyscy stoją i lamentują... i nic nie robią...
    Tego faceta od odławiania zwierząt uprzedziłam, że ja przyjdę i sprawdzę, jak on się opiekuje psem i co się z tym psem dzieje. No i dowiedziałam się generalnie, jak to wygląda, jak taka sytuacja się zdarza.
    Trochę mnie to zmęczyło, kupiłam sobie bezy...

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany, ale stresująca sytuacja. Współczuję nerwów i kontaktu z histerycznym tłumem - to chyba faktycznie najgorsza część tego wszystkiego. Mam nadzieję, że pies się jakoś pozbiera z tego i że znajdzie go właściciel.
    Jesteś bardzo dzielna, ze to wszystko pozałatwiałaś, bezy Ci się należały jak najbardziej, dziś też sobie zafunduj coś dobrego :)

    serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to klops, a ta noga ma sie rozumiec, nie pozostaje nic innego ja zyczyc nodze i Tobie szybkiego powrotu do sprawnosci.
    A co do Chudego to jeden wet powiadal ze, kazdy zwierz swoja madrosc ma.Kot poprostu potrzebowal czsu zeby to wszystko sobie w glowie poukladac, a poza tym widac ze jest madry bo poradzil sobie w nowej sytuacji i na swoj sposob przetrwal "najaz obcego" pozostajac jadnak w cieplym domu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dina - masz rację z tą zwierzakową mądrością, im dłużej obserwuję zwierzaki w domu tym bardziej się w tym utwierdzam.
    Poza tym myślę, że Chudy potrzebuje samotności, że może go męczyć ciągłe przebywanie "w tłumie" - w końcu w domu jest troje ludzi i dwa koty, a na dworzu był sobie sam. Możliwe, że musi co jakiś czas odpocząć od życia społecznego, tak jak dziś, kiedy rankiem przeniósł się bez powodu do garderoby i właśnie się izoluje. Mnie to nie przeszkadza, może się izolować, byle nie marzł na dworzu ;)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojjj... Wspolczuje serdecznie! Nie ma nic gorszego niz takie 'cofniecie sie', gdy czlowiek zaczyna sie juz lepiej czuc :/ Trzymam kciuki, by do kolejnych kontuzji na razie nie dochodzilo ;)

    Milo, ze Chudy sie bardziej juz u Was zadomowil; chyba brakuje mi zwierzaka w domu... Pozostaje tylko kot tesciowej do glaskania ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Beo - dziękuję:) Masz rację, takie "cofnięcie" nie jest fajne, ale już odrobiłam straty :) Tyle, że teraz bardziej uważam schodząc po schodach ;)

    serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)