piątek, 31 sierpnia 2012

magdalenki

Pragnienie posiadania formy do magdalenek towarzyszyło mi od dość dawna, ale ich cena skutecznie stopowała wszelkie zakupy. Aż tu pewnego pięknego dnia trafiłam na silikonowe formy do magdalenek za 1/3 ceny. Nie zastanawiałam się długo - kupiłam dwie, w każdej jest dziewięć magdalenkowych dołków.

Dziś wypróbowałam foremki. Skorzystałam z przepisu Nigelli Lawson z książki "Jak być domową boginią". W przepisie jest użyta woda różana i to jest jedyny składnik który pominęłam, a właściwie zamieniłam na cukier waniliowy. Poza tym trzymałam się niewolniczo przepisu, by ciastka wyszły dokłdnie takie jak powinny być.
I wyszły. Lekkie, puszyste, delikatne, nie suche, ślicznie jasne z ciemniejszymi brzegami i zbrązowałym środkowym żeberkiem. Jedyny problem to taki, że było ich tylko 12 sztuk.
Nigella twierdzi, że z tej porcji wychodzi 48 sztuk - chyba ma foremki wielkości paznokcia kciuka ;) zresztą nazywa te magdalenki "pączkami róż", więc możliwe, iż chodzi jej o te mikroskopijne maleństwa. Moje są większe, zdecydowanie, ale dzięki temu można je podzilić na dwa, a nawet trzy kęsy ;) Na przyszłość zrobię je z podwójnej porcji i będzie super.


Smakowały wszystkim i już ich nie ma. Na pewno szybko upiekę je znowu, są za dobre by długo na nie czekać ;)

4 komentarze:

  1. magdalenki vel muszelki - te połówki składamy ze sobą, uprzednio smarując np. powidłami z dz. róży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje są, upss... były wypukłe z drugiej strony, nie dałyby się złożyć, ale pomysł zachęca by go wypróbować :)

      pozdrawiam :)

      Usuń
  2. O rany...to teraz za mną będą chodzić magdalenki!

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)