wtorek, 20 października 2015

Czapka Hermiony

Zachciało mi się lekkiej czapki, takiej na teraz, a nie na zimę.
Zachciało mi się jej jak zobaczyłam wzór opracowany przez Christy Aylesworth z Raverly, noszący nazwę Hermiona Hearts Ron
Oczywiście, mimo bogactwa włóczek w domu, nie miałam tego koloru w jakim miała być zachciana czapka. Skończyło się na wizycie w pasmanterii i kupieniu 3 motków włóczki firmy Bergere de France w kolorze delikatnego błękitu ( w naturze jest nieco bardziej szarawy nić na fotce.

Jedyną modyfikacją w stosunku do opracowanego wzoru jest ściągacz - zrobiłam go dwa razy dłuższego i złożyłam na pół łącząc otwarte oczka z dołu i góry robótki. W rezultacie brzeg czapki jest podwójnej grubości (ciepło w uszy) i obeszłam problem "sznurka" na dole czapki.

W każdym razie dłubię od niedzieli i mam już tyle:


Mam nadzieję, że skończę i zdążę ponosić ją zanim zacznie się porządne zimno.

piątek, 2 października 2015

lato, lato i po lecie

Lato minęło.
Moja ręka ma się lepiej, a brak dziergania nie dokuczał mi tak bardzo, jak się początkowo obawiałam. Sądziłam, że zajmę się haftowaniem czy jakąkolwiek inną formą manualnej rozrywki, ale okazało się, że nie czułam takiej potrzeby. A może czułam potrzebę odpoczynku od tego wszystkiego?
Zdjęć też zrobiłam jak na lekarstwo i do tego mało które z nich nadaje się do pokazania szerszej publiczności ;)
Jedyne co robiłam przez całe wakacje, regularnie i intensywnie, to jazda na rowerze. Codziennie, poza dniami największego upału, przejeżdżałam 20 do 25 kilometrów. Był nawet dzień, kiedy zrobiłam 50 km, ale to w dwóch turach. Byłam kilka razy nad morzem, co wiąże się z pokonaniem 131 metrów różnicy poziomów - nad morze jedzie się super, z szumem wiatru we włosach, ale wraca się pod górę, też z szumem, ale krwi pulsującej w czaszce. Jednak satysfakcja z pokonania góry wynagradza każdy wysiłek.
Co do blogowania... hmm... jakoś mi z nim było nie po drodze w te wakacje i nie wiem, czy to się zmieni.
Na razie, jak to się pięknie mówi, "potrzebuję czasu"...

 ... i przestrzeni ;)

sobota, 4 lipca 2015

usidlona

Zaczęło się od tego, że rozbolało mnie lewe przedramię. Nie tak porządnie, konkretnie, tylko wrednie szarpało w najmniej odpowiednim momencie. A to kiedy sięgałam po coś z półki, a to kiedy podnosiłam siatkę z zakupami. Zabolało i przestało. I za jakiś czas znowu to samo.
W końcu zapisałam się na usg łokcia, bo ten cały cyrk oscylował w jego okolicy. Pani doktor wypytała mnie dokładnie jaki, kiedy i dokąd mnie boli, czy mi nie drętwieje czwarty i piąty palec (trochę drętwieją, ale póki się nie spytała to nie zastanawiałam się nad tym), umazała mi 3/4 ręki żelem, wymasowała głowicą, pokazała na ekranie mniej i bardziej czytelne szare zmazy ;) (umiem poznać mięsień, jest w paski :D) i postawiła diagnozę.
No więc przyplątał mi się zespół usidlenia nerwu. Jako, że jest to początek to jest szansa, że pomoże mi rehabilitacja.
Pani doktór była bardzo dociekliwa i koniecznie chciała wiedzieć co ja wyprawiam z tą ręką. W końcu wycisnęła ze mnie, że od 3-4 lat codziennie robię po kilka godzin na drutach. 
- Zarobkowo?
- Nie, dla siebie, ale robię dużo, bo lubię.
- To niech pani przystopuje, bo zgięta ręka i ten ruch (tu zademonstrowała robienie na drutach) powodują pani dolegliwości.

Hmmm... no i klops. Muszę przestać dziergać. Trochę mnie to zmartwiło, bo co ja będę robić teraz?
Pomyślałam natychmiast o haftowaniu, ale haft też trzyma się w zgiętej ręce, więc też odpada. Szydełko również.
Tak więc zostałam usidlona na kompletnym bezhobby'u.
A może zacznę układać puzzle... przecież dostałam na imieniny piękne, z 3000 kawałków, więc kto wie?

ps. Jak dorobię się fotek to pokażę pokończone robótki, bo się kilka uzbierało, zanim nie wysiadła mi ręka.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

50-tką przez miasto

Po dłuższym namyśle postanowiłam wprowadzić drugi cykl fotograficzny. W odróżnieniu od "fotograficznych poniedziałków" nie będzie związany z konkretnym dniem tygodnia. Wpisy będą pojawiały się wtedy,  kiedy uzbieram ciekawy materiał.  To, że dzisiejszy ukazuje się w poniedziałek to zupełny przypadek - ot, dłuższy wolny niedzielny wieczór :)

Tym razem będą to zdjęcia robione obiektywem ze stałą ogniskową 50mm. Taki obiektyw "widzi" przestrzeń w sposób najbardziej odpowiadający widzeniu ludzkiego oka.
Tematem będzie miasto w czasie codziennych wędrówek - ulice, budynki, odbicia w szybach, poruszone tramwaje czy widoki ulic z okien kawiarni - słowem wszystko, co wyda mi się ciekawe, intrygujące czy warte zatrzymania w kadrze. Jedynym warunkiem jest to, by zdjęcie było zrobione obiektywem 50mm, moją "stalką".
Mam nadzieję, że takie spojrzenie na miasto Wam także przypadnie do gustu -
- zapraszam :)






środa, 3 czerwca 2015

wydziergane - kocyk i buciki Saartje po raz drugi

Kolejny kocyk i buciki dla mającego się pojawić w końcu lata, maleństwa.
Jako, że przyszli rodzice oświadczyli, że będzie to dziewczynka, postanowiłam zrobić kocyk w odcieniach różu. Enterlac rozbija przewidywalne pasy koloru i ożywia całość. Po zrobieniu entarlakowego środka nabrałam oczka po obwodzie i dorobiłam plisę francuzem, a całość zakończyłam i-cordem. Dzięki takiemu wykończeniu brzegi nie wyginają się i całość wygląda schludnie.
Cały kocyk ma wymiary: 95cm x 80cm.


dane techniczne:
włóczka: Alize Baby Wool Batik (40% wool/ 40% acrylic/ 20% bamboo), 175m/50g, kolor 3565
druty nr 3.5mm
zużycie: 250g (5 motków)

~~~~~~
Buciki zrobione według wzoru Saarje's Bootees.
Rozmiar najmniejszy jaki jest. Dałam różowe guziczki w kratkę, by pasowały do kocyka.



dane techniczne:
włóczka: Alize Baby Wool (40% wool/ 40% acrylic/ 20% bamboo), 175m/50g, kolor Natural
druty nr 2.5mm
zużycie: 25g

wtorek, 12 maja 2015

wydziergane - pasiaste mitenki 2

Kolejne mitenki doczekały się wreszcie sesji foto.  Wzór ten sam co poprzednio, i znów paseczki - wykorzystuję końcówki różnych wełenek.
Wydziergane pod koniec kwietnia zdążyły jeszcze być noszone w chłodne dni. Teraz trafiły do szuflady i czekają na jesień.


 

dane techniczne:
włóczka: malabrigo sock (100% merino) kolor 810 Cordovan i 853 Abril
druty: 3.0 mm
zużycie: po 20 gram z każdego koloru.

sobota, 9 maja 2015

wiosenny zakup drewna


W tym roku postanowiliśmy kupić drewno do kominka, wiosną. Przemówiły względy ekonomiczne, bo różnica w cenie między sezonowanym, a świeżym wynosi 30 zł na kubiku.
Kupując drewno jesienią trzeba kupić droższe, sezonowane, bo niesezonowane jest zbyt mokre. Trudniej się rozpala no i najpierw "wygotowuje" się z niego woda, a dopiero potem się spala, przez co  traci się część energii.
Drewno kupione wiosną nie jest sezonowane, ale drzewa cięte były zima, kiedy w drzewach nie krąży tyle soków i przez to jest bardziej suche. Nie jest to super suchość, ale nie jest tak nasączone wodą jak drzewo ścięte późną wiosną czy z początkiem lata.Takie drewno spokojnie wyschnie do jesieni i będzie miało jakość "sezonowanego".
Kupiliśmy więc 7 kubików ( z poprzedniego roku pozostały nam jakieś 3) buku ściętego w lutym, a łupanego w połowie kwietnia, i ułożyliśmy je pracowicie wokół domu.

Zdjęcie troszkę nieaktualne, bo drobne drewienka z taczki zostały ułożone na wierzchu drewna, a pusta taczka odstawiona na miejsce, ale "żółtawa" atmosfera potęgowana kwitnącą forsycją wciąż jest aktualna.  Tak, bo u mnie forsycja wciąż kwitnie zupełnie jakby zapominała, że trzeba kończyć i zacząć wypuszczać liście :D

Klocki drewna były w przekroju ciemnożółte od wilgoci i ciężkie na tyle, że trzeba było podnosić je pojedynczo. Układanie to najmniej przyjemna część posiadania kominka, ale zawsze mamy pomoc rodziny i przyjaciół, więc w 2-3 godziny jest po robocie.
Już po tygodniu widać było różnicę w kolorze, drewno zjaśniało wysychając. Teraz leżakuje sobie pachnąc kiedy jest nagrzane słońcem, a na klockach pojawiają się delikatne promieniowe pęknięcie - dodatkowy dowód na to, że schnie.

niedziela, 26 kwietnia 2015

wydziergane - pasiaste mitenki

Nie na wiosnę, a na przyszłą jesień. Pasiaste mitenki z alpaki dropsa. Włóczki starczyło "na styk". Dla urozmaicenia jest popielata w żółte paski i żółta w popielate ;)
Zrobione podwójną nitką są ciepłe i mięsiste.



dane techniczne:
włóczka: DROPS alpaca firmy Garnstudio, kolor 9020 Natural i 2923 Snef
druty: 3.5mm
zużycie: po 30 gram każdego koloru
Nabrałam 36 oczek.

sobota, 18 kwietnia 2015

wydziergane - chusta Stonechat

Chusta dziergana z przebojami.
Pomyślana jako dwukolorowa, w większej części z bordowo-brązowego melanżu z kremowym wykończeniem w postaci szerokiego pasa.
Włóczka malabrigo sock, więc dziergało się bardzo przyjemnie. Po ukończeniu kremowy brzeg pięknie kontrastował z pozostała częścią. Była cudna do momentu zanurzenia jej w wodzie - kolor stonechat puścił farbę, a kremowa wełna natychmiast ją złapała. mimo natychmiastowego wyciągnięcia całości z wody było już po kremowym brzegu - był paskudnie różowawy.
Zblokowałam, wysuszyłam, dwa dni zastanawiałam się, czy ten róż jest naprawdę tak paskudny jak mi się wydaje. Był.
Sprułam eks-kremową część i dorobiłam kolorem stonechat. W rezultacie mam jednokolorową chustę, ładną i bardzo miłą w dotyku.
Ogólnie jestem zadowolona.


dane techniczne:
wlóczka: malabrigo sock, 100% merino, 400m/100g, kolor 173 stonechat
druty: 3.5mm
wymiary: 136 x 55 cm
zużycie włóczki: 95g

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

...

 
... dla Chudego


"Old Black Cat" by Ian Anderson
 
My old black cat passed away this morning
He never knew what a hard day was.
Woke up late and danced on tin roofs.
If questioned Why? answered, Just because.

He never spoke much, preferring silence:
eight lost lives was all he had.
Occasionally sneaked some Sunday dinner.
He wasnt good and he wasnt bad.

My old black cat wasnt much of a looker.
You could pass him by just a quiet shadow.
Got pushed around by all the other little guys.
Didnt seem to mind much just the way life goes.

Padded about in furry slippers.
Didnt make any special friends.
He played it cool with wide-eyed innocence, 
Receiving gladly what the good Lord sends.

Forgot to give his Christmas present.
Black cat collar, nice and new.
Thought hed make it through to New Year.
I guess this song will have to do.

My old black cat.
Old black cat

wtorek, 31 marca 2015

nasze Chudziątko

No to może napiszę coś o Chudym.
Chudy walczy.
Po swojemu.
Twardy jest.
Tydzień kroplówek mający na celu nawodnienie go i zbicie kreatyniny niezbyt zadziałał. Kot owszem, nawodnił się, ale kreatynina urosła z 4.6 na 6.8. Wet stwierdził, że nerki prawdopodobnie całkiem się zbuntowały. Oprócz tego Chudy chudnie - przed kroplówkami ważył 2.95, a dwa tygodnie później tylko 2.75.
Je mało, ale je. I pije. I wciąż wykazuje zainteresowanie światem. Przychodzi, mruczy i co jakiś czas chce coś od nas: "Pogłaszcz, daj jeszcze jedną łyżeczkę jedzenia, a może wypuścisz mnie na dwór? Nie? to może chociaż na balkon?"
Wet twierdzi, że tolerancja na wysoki poziom kreatyniny i BUNu to sprawa osobnicza i widać Chudy ma ją bardzo wyśrubowaną.
Odmówił jedzenia saszetek Renal'a więc dostaje inne kocie jedzenie, byleby tylko chciał cokolwiek zjeść. Kupiłam mu chrupki Renal special, mają inny smak i kształt niż te co miał - odmiana spodobała mu się, zaczął je jeść po troszku.

/zdjęcie sprzed roku, tegorocznych niet/

środa, 11 marca 2015

o kotach i wszystkim po trochu



Od trzech tygodni jedynymi wpisami są „fotograficzne poniedziałki”. Hmm… wychodzi na to, że niezbyt mam o czym pisać.
Z drugiej strony nie chcę, by blog przekształcił się w fotograficzny, więc staram się coś na to poradzić.
Z robieniem na drutach przystopowałam ostatnio. Znaczy mam rozpoczętą robótkę, tym razem  kardigan z Felted Tweed Rowana i jestem już na etapie połowy pierwszego rękawa, ale jakoś wolno mi idzie. Nie będę pokazywać rozbabranej robótki, bo i tak nic na niej nie widać.
Chudy jakoś się turla ze zdrowiem, bierze swoje leki i w piątek prawdopodobnie będzie miał kolejne badanie krwi. Ostatnie miał w połowie lutego, po czterodniowej serii kroplówek i czas już sprawdzić  w jakim jest stanie.  Ogólnie ma marny apetyt i jest kościsto chudy.
W niedzielę wypuściliśmy go na dwór pomarz pierwszy od początku grudnia – było słonecznie i ciepło, dobrze ponad 12 stopni. Ten spacer przewrócił mu w głowie, zupełnie jakby sobie nagle przypomniał, że można wychodzić z domu – teraz marudzi regularnie w ciągu dnie i wieczorami, że chce wyjść. Jak jest słonecznie to dostaje przepustkę, ale jak robi się chłodno to nie.  Patrzy się wtedy z wyrzutem, a my zwalamy areszt na pana weta ;)
Haker za to wygląda coraz bardziej puchato. Konsekwentnie podjada karmę Chudego chociaż wie, że mu nie wolno. Wie na pewno, bo jak ktoś go złapie na wyżeraniu, to zmyka raz-dwa.
W ogrodzie wyszły pierwsze kwiatki w trawie. Czekam na cieplejsze dni by zacząć sprzątać w ogrodzie, ale to jeszcze trochę, wciąż jest za zimno.

czwartek, 19 lutego 2015

wydziergane - STT

Kolejny sweter inspirowany TJB, skończony. Ten egzemplarz ( trzeci z kolei), ze względu na kolory, nazwałam "Sunset with Tea and Toast" w skrócie STT ;)
Robiony w całości od góry, z kieszonkami (które na zdjęciach ledwo widać) i długimi rękawami, które zasłaniają mi nadgarstki, tak jak lubię.


Jedynym elementem, który mi nie odpowiada w swetrach TJB to kształt dekoltu. Nie lubię jak ściągacz wchodzi mi na szyję, więc szukam jak najlepszego rozwiązania tego problemu. Tym razem zastosowałam rzędy skrócone i przy kształtowaniu samego podkroju szyi na początku robótki, jak i przy wykańczaniu go plisą ze ściągacza. W rezultacie dekolt nie jest łódkowy tylko okrągły no i nie włazi mi na szyję. 

W całości sweter prezentuje się tak:
dane techniczne:
włóczka: Felted Tweed firmy Rowan (175m/50 g), kolory 175 (cinnamon), 177 (clay) i 165 (scree)
druty: 4.0 mm
zużycie: 3.2 motka koloru 175, 1.3 motka koloru 177 i 0.84 motka koloru 165

Sweterek nosi się rewelacyjnie i już mam włóczkę na kolejny, tym razem w bardziej jagodowych kolorach.

niedziela, 15 lutego 2015

rękawiczki - drugie podejście

Dwa i pół roku temu próbowałam zmierzyć się z rękawiczkami z pięcioma palcami. Miały powstać apetyczne Brownie. Dziergało się fajnie póki nie doszło do palców. Zniechęciły mnie dziury między palcami i parę innych mankamentów. W każdym razie zaczętą rękawiczkę sprułam.
Dziś postanowiłam zrobić drugie podejście do palczastych rękawiczek. Tym razem wybrałam dropsową Baby Alpaca Silk, która pozostał mi po produkcji Czerwonego z Kieszeniami. Posiłkuję się opisem autorstwa Kokotka z bloga Eksperymenty z drutami i mam nadzieję, ze tym razem uda mi się je skończyć (i być z nich zadowoloną).