piątek, 2 października 2015

lato, lato i po lecie

Lato minęło.
Moja ręka ma się lepiej, a brak dziergania nie dokuczał mi tak bardzo, jak się początkowo obawiałam. Sądziłam, że zajmę się haftowaniem czy jakąkolwiek inną formą manualnej rozrywki, ale okazało się, że nie czułam takiej potrzeby. A może czułam potrzebę odpoczynku od tego wszystkiego?
Zdjęć też zrobiłam jak na lekarstwo i do tego mało które z nich nadaje się do pokazania szerszej publiczności ;)
Jedyne co robiłam przez całe wakacje, regularnie i intensywnie, to jazda na rowerze. Codziennie, poza dniami największego upału, przejeżdżałam 20 do 25 kilometrów. Był nawet dzień, kiedy zrobiłam 50 km, ale to w dwóch turach. Byłam kilka razy nad morzem, co wiąże się z pokonaniem 131 metrów różnicy poziomów - nad morze jedzie się super, z szumem wiatru we włosach, ale wraca się pod górę, też z szumem, ale krwi pulsującej w czaszce. Jednak satysfakcja z pokonania góry wynagradza każdy wysiłek.
Co do blogowania... hmm... jakoś mi z nim było nie po drodze w te wakacje i nie wiem, czy to się zmieni.
Na razie, jak to się pięknie mówi, "potrzebuję czasu"...

 ... i przestrzeni ;)

1 komentarz:

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)