środa, 29 kwietnia 2009

ałycze

Kiedy idę przez osiedle powietrze jest ciężkie od zapachu kwitnących ałyczy.
Białe, niewielkie kwiatki rozsiewają słodką, lepką woń, która snuje się nad ulicami, czepia się traw, ubrań i włosów. Słońce zagęszcza zapach, kwiaty, jak na przyśpieszonym filmie, rozwijają się, pachną i po kilku dniach sypią śniegiem płatków przy najlżejszym powiewie wiatru.
Cudowne zjawisko trwające raptem tydzień, dziesięć dni. Potem już tylko ostre ciernie na gładkiej, czekoladowobrązowej korze i ciemnozielone listki.
Dopiero jesienią zabłysną złotem małych, kwaskowatych śliweczek, tak doskonałych na konfitury i nalewki w kolorze słońca.

1 komentarz:

  1. Wyglądają ślicznie :)) Trochę w tym roku przegapiłam wiosnę z jej ukwieconymi drzewami...goniłam tak szybko, że tylko rzucałam okiem...czasem westchnęłam nad zapachem ale do kontemplacji daleko...
    Za to kupiłam konfiturę z płatków róży. Wprawdzie to nie ałycze ;D Ale też dobra :D

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)