sobota, 22 października 2011

Chudy i jesienny ogród

Chudy sypia w domu mniej więcej co drugą noc. Znaczy co drugi wieczór daje się złapać wieczorem, a co drugi w ogóle nie podchodzi do nas, a z jedzeniem czeka, aż sobie pójdziemy. Cierpliwie czekamy, aż sam dojrzeje do nocowania w domu.
Kiedy już jest w domu, to siedzi w tym pokoju co my, ładuje się na kolana, baranek, mruczanki, dreptanie i całe przedstawienie pod tytułem "Jestem pieszczochem".
Wygląda wtedy tak jak na fotce (sorry za jakość - zdjęcie z komórki)

Za to w ogrodzie, gdzie go dziś spotkałam, po nocy spędzonej na dworze, wygląda wcale nie gorzej:
Jak widzicie, nie ma już zrudziałej sierści, jest cały czarny, sierść, mimo że krótka ma solidny podszerstek - wiem, bo sprawdzałam czy mu widać skórę przy głaskaniu pod włos i nie dokopałam się do niej. Oprócz suchej karmy zaczęłam mu rano i wieczorem dawać karmę z puszki lekko podgrzaną, by miał "coś ciepłego" w brzuchu.

Poza tym w ogródku mam jesień na całego. Jako, że przez kolano nie wychodziłam do niego prawie wcale, to jesienne kolory zaskoczyły mnie i oczarowały bardziej niż zwykle, kiedy śledzę ich powstawanie. Trawa urosła i położyła się trochę, przez co ogród wydaje się być zarośniętym i "kosmatym".





12 komentarzy:

  1. Chudy..po prostu lśni :D dziękuję Wiewiórko za dobre serce :) w ogródku malowniczy październik, pękną mamy jesień :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie :). Czyli i z nogą i z Chudym lepiej :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne zdjęcia, bardzo lubię taki klimat ;) Pozdrawiam Elżbieta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój Chudy to jakby brat mojego Bąbla:)
    Sliczny!
    Nie mart się, kot zyjący na dworze daje sobie świetnie radę!
    Jemu w domu może być za ciepło....ale czy jakiemus kotu było kiedys za ciepło??;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Di - ano Chudy lśni, ale wciąż jest dość chudy, tylko jak się napuszy to wygląda na grubszego.
    A październik jest śliczny, prawie jak co roku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. abigail, Elżbieto - dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Spes - z Chudym jest ten problem, że nie jest do końca zdrowy. był strasznie zabiedzony jak się pojawił u nas w ogrodzie wiosną, dosłownie chodzący szkielet, do tego zakatarzony, ze świerzbem w uszach i chorym pyskiem. Wyleczyłam go z zaziębienia, kataru kociego, świerzbu. Z zębami wciąż ma problem, nie wiem jaki, bo nie da sobie zajrzeć. Wiem, ze nie ma jednego kła na dole, bo tyle to można zauważyć jak uchyla pyszczek.
    W każdym razie mimo że jest już zdrowszy i odkarmiony na tyle, że nie starczą mu wszystkie kości, to wciąż nie jest kotem w 100% zdrowym i dlatego tak nam zależy, by zaakceptował pobyty w domu, bo boję się, ze zimno mogłoby go wpędzić w taki sam stan w jakim był wiosną.

    Rozpisałam się, ale to i tak krócej niż byś miała czytać całą historię Chudego ;) ale jakbyś miała ochotę, to znajdziesz ją pod etykietą "kocie opowieści" - ostatnio ją zmonopolizował niemal całkowicie :D

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. wiewiórko! ogród wygląda jak jesień doskonała. u nas niestety szarawo się ostatnio zrobiło przez smog, mgłę i zachmurzenie, ale nie mogę się doczekać słońca, żeby uskutecznić polowanie na kolory z aparatem.
    Chudy pewnie zacznie przychodzić do domu chętniej, jak mu mrozek dla klapsa w dupcię, chociaż rzeczywiście dobrze by dla niego było, gdyby się przy okazji nie przeziębił. No, ale -- kota nie zmusisz ;)
    I spodobał mi się Twój pomysł na chustę: prosta, szybka i efekt mi przypada do gustu. Zaczęłam mieć ochotę na bąble.
    Pozdrawiam! Uściskaj kolano!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kai - dziękuję za miłe słowa dla fotek, chusty i kolana oraz pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Och, dopiero dzisiaj przeczytałam co mi odpisałaś!
    Ja ze swoim kotem musiałam do weterynarza jeżdzic by wyleczyc świerzb....sama to zrobiłas??
    A w paszczę to lekarz takiemu nawet dzikusowi potrafi zajrzeć. Maja nawet taka "torebkę" do której wkłada sie delikwenta...pazury sa wtedy pochowane:)) Wystaje tylko łebek ...:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Spes - ze świerzbem to u weta byłam - raz jeden udało mi się go wsadzić w przewozówkę, bo nie wiedziała co to jest. Pojechałam, bo Chudy był po kocim katarze i przeziębieniu, już wyleczony, ale zaczęło mu się sączyć z ucha, a zaocznie trudno to zdiagnozować. Wet wyczyścił mu uszy, dał krople na kark zabijające świerzb (przy okazji pchły, kleszcze i glisty) i dostałam maść przeciwświerzbową z antybiotykiem do uszu, którą mu smarowałam uszy następne dwa tygodnie.
    W czasie tej wizyty wet zaglądał mu do pyszczka i stwierdził, że wszystko jest w porządku.
    Teraz Chudy nie daje się złapać, więc i wizyta u weta odpada. On jest trochę taki kloszard - dobrze mu tak jak jest i nie chce tego zmieniać.

    "Mój" wet nie ma takiego sprytnego worka - najwyżej koty są owijane ręcznikiem lub kocykiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ..to nie wiem co poradzić...trzeba bedzie protetyka potem szukac jak zgubi wszystkie zęby:))

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz :) Bardzo mnie to cieszy, jak i każde kilka słów pozostawione przez Ciebie w komentarzach.
Życzę miłego dnia, pozdrawiam serdecznie i zapraszam ponownie :)