Przejdź do głównej zawartości

Posty

ziołowe koty

Bibieńka jest typowo ziołowym kotem, jednak nie leci na tak trywialny zapach jak kocimiętka, o nie! Jej gust jest o wiele bardziej wyrafinowany. Najlepiej się czuje na słońcu, wśród zapachu świeżo zgniecionych łodyżek lubczyku, oregano i tymianku, wzmocnionych sosnową wonią potrącanego rozmarynu. W dni deszczowe zadowala się gałązką selera, której zapach sprawia, że wyzbywa się charakterystycznego dla siebie dystansu do otoczenia i w pełni oddaje cześć uwielbianemu zapachowi. Haker natomiast zadowala się porzuconą (i już wywąchaną) gałązką, która nadaje się zarówno do nacierania jak i do podgryzania.

już jesień?

"Raz staruszek spacerując w lesie, ujrzał listek przywiędły i blady i pomyślał: - Znowu idzie jesień, Jesień idzie, nie ma na to rady!" "Może chłodno się zrobi już jutro, lub pojutrze, lub może za tydzień. trzeba wyjąć z kufra futro Nie ma rady, jesień, jesień idzie!"

pomidory, pomidory

Będzie dalej czerwono, a dokładnie to pomidorowo. Kupiłam ostatnio na giełdzie owocowo-warzywnej 10-cio kilową "krzynkę" pomidorów "lima" i spędziłam upojne dwa dni na przerabianiu ich na sos pomidorowy i zamykaniu w słoikach. Wyszło mi ogółem jedenaście słoików po 450 ml każdy. Całkiem dobrze. Sos robiłam z dodatkiem czosnku, oregano i bazylii. Było z nimi trochę zabawy, bo najpierw pomidory myłam w zlewozmywaku. Lubię patrzeć jak podskakują w wodzie, jak pchają się jeden przez drugiego ku powierzchni. Po umyciu parzyłam je partiami wrzątkiem i obierałam ze skóry. Pokrojone z grubsza na plastry lądowały w naczyniach do zapiekania wraz z pokrojonymi ząbkami czosnku. Piekarnik nagrzany do 200 stopni i półtorej do dwóch godzin pieczenia. W międzyczasie wyciągałam dwa razy, by zamieszać je, bo przypiekały się na górze. Jak uznałam, że już się dość piekły to takie gorące pakuję do blendera miksuję. Przelewam sos do garnka, wsypuję zioła i gotuję, ale tylko trochę, kilk...

czerwienie

tulipan Kaufmana , pigwowiec mak ogrodowy, tulipan

Różano-pistacjowy Melanż

Pamiętacie dziko kolorową włóczkę o której wspomniałam jakiś czas temu, przy okazji pokazywania Waniliowego Szala ? Otóż włóczka wyraźnie nie miała szcześcia do wyrobów. Najpierw była kawałkiem szalika, potem przybrała formę jednej skarpetki i kłebka, az na koniec została zamknięta w kształcie trójkątnej chusty. Chusta najpierw dłuuugo leżała w oczekiwaniu na upranie. Potem jeszcze dłużej blokowała się rozpięta szpilkami na włochatym ręczniku. Wreszcie zdjęcta została obfocona i nareszcie znalazła przytulnu dom - zabrała ją właścicielka czarnego, gładkiego płaszcza zimowego i wielbicielka pastelowych melanżów z przewagą różanego fioletu i pistacji. Mnie zostały zdjęcia: w całości i zbliżenie