niedziela, 27 maja 2012

Bibi i grillowanie (specially for Di)

Bibieńka bardzo lubi mięso z grilla.
Jak tylko zorientuje się, że ktoś rozpala węgle wychodzi do ogrodu, kładzie się w cieniu i czeka cierpliwie, aż przestaniemy się miotać koło stołu znosząc różne różności, usiądziemy w spokoju, a mięso się upiecze. Wtedy podchodzi bliżej i wie, że wyciągnie się do niej kilka rąk z propozycjami smakowitych kąsków.
Największym kocim zainteresowaniem cieszy się słodko-ostry kurczak i paprykowa karkówka. Latem można te mięsne kąski zagryźć kawałkiem soczystego arbuza lub napić się wody z poidełka dla ptaków.
A potem dać do zrozumienia, że kot chce wrócić do domu, by ułożyć się na mięciutkiej pierzynie w sypialni i zdrzemnąć się odrobinę ;)

 


czwartek, 24 maja 2012

Jestem zajęta...


... tak mocno, że nie mam czasu na dzierganie. Od rana do wieczora jeżdżę i załatwiam różne sprawy.
Jak już znalazłam wolną chwilę to wyszorowałam meble ogrodowe do białości - tym razem nie szczotką ryżowa, a ciśnieniową myjką i zakonserwowałam olejem do drewna.
Taka myjka to niezła zabawa. Brud schodzi jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki i pozostaje tylko śliczne, mokre drewno. Po wyschnięciu robi się prawie białe, jak patyczki wytrawione przez morską wodę, piasek i słońce.
Kupiłam olej do drewna i konserwuję nim wszystkie meble. Lubię to robić - stoję sobie w ogrodzie, słońce świeci, koty leżą leniwie w trawie, a ja rozprowadzam pędzlem przezroczysty olej i patrzę, jak drewno ciemnieje i wyłania się rysunek słojów.
W każdym razie żyję ;)

środa, 16 maja 2012

Chudy w ogrodzie

Z jabłoni spadają białe płatki. Chudy - kot już całkiem domowy - wychodzi na spacer po biało-zielonym dywanie kilka razy dziennie. Ciekawe, czy on też lubi jabłonie.


wtorek, 8 maja 2012

co słychać?

Jak to zwykle bywa dni składają się z tak drobnych i zwyczajnych zdarzeń, że prawie nie ma o czym pisać. Jednak między tymi drobiazgami znajdzie coś do opsiania. ;)
Skończyłam plecy czekoladowego swetra dla męża. Na Raverly, nazwałam go "Chocolade for man", ale po polsku brzmi to jakoś mniej fajnie. Czekolada dla mężczyzny? Czekolada dla faceta? Jakoś nie pasuje.
W każdym razie na plecy poszło prawie całe 100 gram, został malutki kłębuszek, a to oznacza, że 4 motki, które kupiłam, starczą spokojnie na cały sweter. Teraz dłubię przód wciąż nie mając sprecyzowanego kształtu dekoltu. Na szczęście od podjęcia decyzji dzieli mnie jeszcze około 40 cm.

Jeśli chodzi o inne sprawy, to dziesięć dni temu poszłam usunąć leżącą ósemkę. Oszczędzę Wam szczegółowego opisu działań chirurga, wystarczy, że powiem, że całe usuwanie trwało około godziny i założyli mi cztery szwy.
Dziś jest już w porządku, od wczoraj żyję bez ketonalu, a pani stomatolog jest zachwycona procesem gojenia. Co prawda zębem też była zachwycona - w ciągu 20 lat praktyki jeszcze nie miała takiego przypadku ;)
Jako, że wszystko goi się bardzo ładnie będę mogła kontynuować remont uzębienia - uzbierały się dwa ubytki, no i czas na piaskowanie.

W ogrodzie kwitną jabłonie, po deszczach trawa rośnie aż trzeszczy - dziś  znów musiałam go kosić.
Uzupełniłam wpis na moim ogrodowym blogu Green Apple Inn załączając zdjęcia z kwietniowych zmian pogody. Teraz, mam nadzieję, uda mi się prowadzić go względnie na bieżąco.

czwartek, 3 maja 2012