poniedziałek, 23 kwietnia 2012

drep, drep w górę na Górę

Nad Oliwą góruje wzgórze, które od końca XVIII w. do 1945 r. zwane było Wzgórzem Karola (niem. Karlsberg), a obecnie nosi nazwę Góra Pachołek. Już w roku 1798 powstał na jej szczycie pawilon widokowy, a w 1882 roku został zastąpiony murowaną wieżą. Stała do 1945 roku, kiedy to została wysadzona przez saperów niemieckich. W 1975 roku wzniesiono na jej miejscu wieżę widokową, stalową.
Na ową wieżę postanowiłam się wdrapać, bo mimo że mieszkam już tyle lat w Trójmieście to nigdy na niej nie byłam.
Widok jest rewelacyjny zwłaszcza, że zostały przycięte wierzchołki drzew i nic  nie zasłania widoku. Widać całą Oliwę, Gdańsk, Sopot i część Gdyni. No i morze, aż po Hel. Fajnie tak popatrzeć na miasto z góry.







niedziela, 22 kwietnia 2012

hoya carnosa variegata

Zakwitła moja "mała" hoya. Bo ja mam dwie hoye: jedną dużą - hoya carnosa - zajmującą około dwóch metrów kwadratowych ściany i drugą - hoya carnosa variegata -  która rośnie na kółku z kokosowego włókna o średnicy 40 cm. Większą mam od dwudziestu pięciu lat, mniejszą trochę krócej, gdzieś od piętnastu. Obie zakwitają co rok, czasem kilka razy w ciągu sezonu.
Obecnie zakwitła młodsza, mniejsza, o jasnych liściach obrzeżonych białym paskiem. Przyznajcie, że jest śliczna, czyż nie?

sobota, 21 kwietnia 2012

Czekoladowy i Słoneczko na ludziu


Obiecane fotki na ludziu dwóch skończonych jakiś czas temu dziergadeł.
Pierwszy to Czekoladowy z malabrigo sock, kolor Cordovan, smugi gorzkiej i mlecznej czekolady.
Robiłam go w całości od góry, druty nr 3.5, zakończenia rękawów, dekolt i dół druty nr 3.0. Wykończenia ściegiem pończoszniczym, by wywijająca się dzianina przypominała czekoladowe wiórki.
Zużyłam 247 gram.


Drugi udzierg to bluzka bawełniana Słoneczko, na lato. Zrobiłam ją z bawełny egipskiej Memphis firmy Adriafil. Na banderoli sugerują druty 4-5, ale według mnie to zdecydowanie za wysoki numer. Nie chciałam sieci rybackiej tylko zwięzłą dzianinę, więc robiłam na 3.5.  Poszło mi 300 gram.
Całość robiona od góry, ale nie raglanem. Zależało mi na wzorze imitującym rozchodzące się promyki, więc robiłam karczek na okrągło.
Jestem zadowolona z tego pomysłu i z efektu. Latem będzie jak znalazł.


piątek, 20 kwietnia 2012

trochę o robótkach

Korzystając dziś z popołudniowego słońca zrobiłam fotki moim aktualnym (czytaj: rozbabranym) robótkom. Zawzięcie dłubię krzyżyki w Ostoi Zimowej i nareszcie widać postęp w stosunku do ostatnio pokazywanego zdjęcia.
Było tyle:
 
A teraz mam ich tyle:
Postęp widać gołym okiem ;)

Poza tym robię sweter dla męża ze smakowitej w kolorze wełny malabrigo sock Cordovan. Ściągacz zaczęłam na drutach 3.0, a później przeszłam na numer 3.5, na proste druty, bo przy ostatnich robótkach doszłam do wniosku, że robię równiejsze oczka na drutach prostych niż na żyłkowych. Nie mam pojęcia skąd się to bierze, ale widać wyraźnie. Jak na razie mam pół pleców, więc dużo do pokazywania nie ma, ale że zrobiło mi się ładne zdjęcie w ciepłym świetle wieczornego słońca więc je pokazuję :)

 Co do skończonych robótek to możliwe jest, że w najbliższym czasie będę miała zdjęcia "na ludziu", to je oczywiście pokażę :)

Poza robótkami to szaleję w ogrodzie, bo w końcu temperatury zrobiły się znośne. Przycinam, wycinam i pielę. Dzisiaj mieliliśmy z Młodym obcięte gałęzie krzaczorów w maszynie do mielenia. Była fajnie, dużo hałasu i masa świeżych wiórów, którymi wyściółkowałam ziemię pod krzakami.
Jutro, o ile nie będzie padać, znów będę się rządzić w ogrodzie jak szara gęś ;)

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

(prawie) prywatna wiewiórka

Przychodzi od jakiegoś czasu, ale do dziś nie udało mi się ani razu zrobić jakiegokolwiek zdjęcia. Za to dziś miałam dużo szczęścia i, mimo że pstrykane przez szybę nie są idealne, to grunt, że są!
Przedstawiam Wam naszego regularnego gościa balkonowego - wiewiórkę :) Bo tak! W pewnym sensie mam własną, prywatną wiewiórkę! :D

Kładziemy dla niej orzechy na stół, który stoi na balkonie. Zaczęliśmy gdzieś w zimie, kiedy zauważyliśmy ją w oknie sypialni - ku naszemu zdziwieniu chodziła po ścianie i przeskoczyła nam na tle okna. Niesamowita z niej akrobatka.

W każdym razie dziś przyszła, poczęstowała się orzechem i zjadła go siedząc na barierce. Potem napiła się wody i poszła na stół po drugi orzech. Wtedy pogalopowałam po aparat. Jak udało mi się podejść do okna Wiewiór już nie jadł orzecha, ale rządził się w mojej skrzyni balkonowej zakopując go. Potem udało mi się zrobić jej kilka zdjęć, aż trzaskanie migawki zaniepokoiło ją i stwierdziła, że sobie pójdzie.
I poszła.
A ja wyłożyłam następne sześć orzechów na stół.


czwartek, 12 kwietnia 2012

w kilka dni po śniegu

Zrobiło się troszkę cieplej, słońce się pokazało na dwa dni i w ogródku już nikt nie pamięta o śniegu i zimnie, nawet ostatnie krokusy, co kwitną od północnej strony domu.


poniedziałek, 9 kwietnia 2012

olśniło mnie

Jakiś tydzień temu, kiedy skończyłam bluzkę Słoneczko, którą wydziergałam sobie na lato i kiedy przewinęłam nowe pasmo czekoladowej malabrigo na sweter dla małżonka, olśniło mnie nagle, że staję się jednokierunkowcem. Nic tylko druty i włóczki od ponad roku! Straszne! Co za monotonia!

Jak to do mnie dotarło to aż zaniemówiłam. Przecież nigdy nie byłam jednokierunkowcem, zawsze różne pasje pchały mi się jedna przez drugą: fotografia, czytanie, haft krzyżykowy, malowanie, ornamenty, przymierzanie się do hardangera (od roku mam płótno i perłówkę w dwóch grubościach w szufladzie), ogrodnictwo, pieczenie, no i na komputerze lubiłam pograć i film obejrzeć.
O ile jeszcze oglądanie filmów da się pogodzić z dłubaniem na drutach, to już czytania niezbyt, pozostają audiobooki, których mam raptem 4 sztuki.

Przemyślawszy to wszystko postanowiłam się "odjenokierunkowić" ;) Zaczęłam natychmiast - wyciągnęłam z niebytu moją Zimową Ostoję (ostatni raport z postępu prac z 9 lutego 2011) i zarejestrowałam się na portal gry.pl. Trochę odmóżdżania nigdy nikomu nie zaszkodziło ;)

Przez całe Święta dłubałam haft ( na zmianę ze strzelaniem do baloników ;) ), dużo tego nie nadłubałam, bo drobny od strasznie, powoli idzie i jeszcze nie ma co pokazywać. Pochwalę się później :)
Na razie będę pilnować, by znów nie popaść w monotonię.

niedziela, 8 kwietnia 2012

poranek... wielkanocny?

Śnieg z poprzedniego wpisu stopił się grzecznie. tulipanom i innym kwiatkom nic się nie stało - towarzystwo wczesnowiosenne jest uodpornione na takie anomalie, otrząsnęło tylko listki i spokojnie zaczęło wygrzewać się w przebłyskach słońca.
Niemniej jednak zima tak łatwo nie rezygnuje, przynajmniej nie tam, gdzie ja mieszkam. Dziś rano powitał nas taki krajobraz.
Fajnie, nie? ;)


czwartek, 5 kwietnia 2012

A na północy śnieg


Moje tulipany botaniczne i wczesne miniaturowe żonkile kulą się od wczoraj pod mokrym śniegiem, a krokusów prawie wcale nie  widać spod puchowej pierzynki. Dobrze chociaż, że dziś świeci słońce.

tulipany botaniczne "Red Hood"
tulipany botaniczne "Red Hood"
krokusy
żonkile miniaturowe wczesne "Tete a tete"