środa, 13 maja 2020

od morza do piasku - wydziergane

Na początku marca ogarnęła mnie nagła ochota na wydzierganie czegoś ładnego, dużego, o powtarzającym się wzorze, czegoś, w czym można by się choć trochę zatracić. Słowem potrzebna mi była robótka typu "comfort food" ;)
Do tego projektu wybrałam włóczkę Scheepjes Wooly Whirl (70% bawełna/30% wełna) w ślicznym gradiencie od morskiego do ciepłej żółci (kolor: 476 Custard Cream Centre) i wzór w liście miłorzębu, który bardzo lubię i który łatwo się zapamiętuje.
Wyrobiłam calusieńki motek, całe 1000 metrów i w ten sposób powstał śliczny szal, zdecydowanie wiosenno-letni, w rozmiarze 40cm na 200cm.
By pokazać go w całości rozłożyłam go na balkonie i oczywiście Haker natychmiast skorzystał z  okazji uczestniczenia w sesji :D


środa, 6 maja 2020

łapacze snów - wersja doskonalsza

Podobały mi się moje łapacze snów, ale miałam wrażenie, że czegoś im brakuje.
Po przemyśleniu stwierdziłam, że przydały by się im piórka lub coś kosmatego. O piórka, zwłaszcza takie kosmate, jest dość ciężko, więc przetrząsnęłam pudełko z próbkami włóczek, które kiedyś przysyłały sklepy internetowe, a ja je skrzętnie chowałam i wyprodukowałam kosmate chwościki z moherowych włóczek. Dodałam też wstążeczki żeby ożywić całość kolorystycznie i teraz uważam łapacze za idealne :)
Gwoli ścisłości zmienione zostały dwa z trzech, bo uznałam, że najmniejszy jest w porządku.

Dwa większe prezentują się teraz tak:



poniedziałek, 4 maja 2020

Sałatka z miłorzębu ;) - wydziergane

Na jesieni wydłubałam sobie chustę z malabrigo lace. Dostałam jeden motek na imieniny i po pół roku cieszenia się jego miękkością i kolorem, dojrzałam do zamienienia go na coś użytkowego ;)
Włóczka jest singlem, mięciutka, milusia więc chusta została wrzucona na szyję i noszona intensywnie całą zimę. Nie zdążyłam zrobić fotka ani nic - ulubiona chusta tego sezonu, ciepła, mięsista, ale na tyle cienka, że idealnie układa się pod kurtką.
W rezultacie intensywnego użytkowania wyszła na jaw mała wada - nie ma ideałów - singielek z mięciutkiego merino się mechaci. No, delikatny jest i tyle.
Więc po sezonie postanowiłam ją odświeżyć i przywrócić jej pierwotną urodę, bo zaczynała przypominać smętną szmatkę.
Na zdjęciu widać jak mocno się zmechaciła:

A tutaj dwie części do porównania w trakcie golenia golarką do swetrów - po lewej zmechacone, po prawej już ogolone.

Po skończonym goleniu obu stron i odświeżeniu pod parą włóczka znów wyglądała jak nowa i chusta nabrała pierwotnego uroku.
Wzór to Ginkgo Shoulderette Shawl  tylko powiększony i bez brzegowego motywu. W całości prezentuje się tak:


Kolor to Lettuce (37), druty nr 3.0, zużylam 0.6 motka, tj. 30 gram.


sobota, 25 kwietnia 2020

cosiki do łapania snów i marzeń


Szast, prast! i minął miesiąc od ostatniego wpisu.
Przez ten czas, co prawda, zamówiłam włóczkę na dwa sweterki, ale jak już włóczka dojechała to jakoś nie zabrałam się za dzierganie. Miałam pomysł, by zrobić sobie bardzo kolorowe kardigany, w  szalone paseczki. Miały być dwa, kolorystycznie podobne, jeden  z bardziej nasyconych kolorów, a drugi ze stonowanych. Pomysł dalej mi się podoba, ale włóczka czeka. Myślę, że już niedługo, pewnie na dniach zabiorę się za dzierganie, ale czy powstaną dwa czy jeden to się okaże.

W tak zwanym „międzyczasie” wyprodukowałam trzy łapacze snów. Zgodnie z indiańską tradycją mają łapać sny - dobre przechodzą przez sieć, a złe w niej utykają i giną wraz z pierwszymi promieniami słońca. Poza tą ochronną funkcję (w którą można wierzyć lub nie, jak kto woli), są również bardzo ładną ozdobą, a ja miałam ochotę stworzyć coś nowego, ładnego i całkiem niepraktycznego, a co!

Tak więc, zamawiając gumkę (na maseczki, a jakże ;P) dołożyłam do zamówienia trzy metalowe kółka: 10, 20 i 25 cm średnicy. Jak tylko przyjechały to zaczęłam pełne uciechy zmagania z obręczami i nitką; )

Na pierwszy ogień poszło najmniejsze i trochę kosmata włóczka w fajnym zielonożółtawym kolorze. Dołożyłam chwościki z tej samej włóczki i koraliki. 


Na drugi łapacz snów wyciągnęłam cienki, poliestrowy sznurek, o ładnym perłowym splocie, w kolorze kremowym. Byłam już po obejrzeniu szeregu filmików z najróżniejszymi łapaczami snów, więc zmieniłam  sposób „plątania” nitek i zrobiłam drugi, bardziej elegancki i największy - średnica 25 centymetrów. Ozdobiłam go malowanymi koralikami o ładnym, kobaltowym tle.  Środku zawiesiłam motyw drzewa wycięty z blaszki o złotym kolorze – blaszki, która zalegała u mnie całymi latami będąc pozostałością po nigdy nienoszonych kolczykach, z których jeden się zgubił, a drugi rozleciał :D Jak widać ładnych rzeczy nie wolno wyrzucać, bo nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać ;)


Trzeci postanowiłam zrobić z ciemnozielonej bawełnianej nitki, a obręcz nie owinąć nią jak przy poprzednich, tylko obrobić szydełkiem. Dzięki temu na skraju obręczy powstał schludny łańcuszek. W środku umieściłam malowany koralik, a dół przyozdobiłam frędzlami i chwościkiem z koralikiem w kształcie rombu. 


 Ogólnie świetnie się bawiłam, a do pełni szczęścia potrzebuję jeszcze trochę piórek, wtedy łapacze będą zupełnie wykończone. Chociaż takie też bardzo mi się podobają. 

Trzymajcie się wiosennie i zdrowo!

wtorek, 24 marca 2020

storczyki mi pozakwitały :)

Idzie wiosna i moje storczyki też ją poczuły. Postanowiły zakwitnąć, może nie masowo, ale jednak.
Po pierwsze zakwitł mi keik, którego dostałam od koleżanki półtora roku temu - sama roślina jest jeszcze nieduża, ale kwiat ma z tych większych. Piękny, biały z delikatnym wzorkiem żółto-bordowym w samym środku. Bardzo się z tego cieszę, że mu tak dobrze u mnie. Dostałam wtedy dwa keiki, ale drugi na razie tylko rośnie, widać bardziej nieśmiały jest ;)

Następny jest storczyk z rodziny Cambria, którego kupiłam rok temu na wystawie storczyków. Ogólnie cieszy mnie, że się uchował, bo z takimi "szklarniowymi" zakupami to różnie bywa. Ten rośnie, nie oszałamiająco, ale do przodu. Postanowił zakwitnąć troszkę, jedna gałązka z dwoma kwiatami, ale jest!

Również rok temu dostałam w prezencie misę z drobnymi storczykami. Było tam ich aż osiem, zatrzymałam dwa przesadzając je do jednej doniczki, a reszcie znalazłam nowe domy. Wszystkie rozrastają się zdrowo i radośnie oraz kwitną regularnie - mój też.

 Kolejny kwitnący to stary domownik, jeden z pierwszych moich storczyków. Jest biały i właśnie zaczął otwierać poszczególne kwiaty na gałązce.

Z racji obchodzonych w marcu imienin, nagabywana regularnie pytaniem: "Co byś chciała dostać?", zażyczyłam sobie storczyki. I dostałam ich tyle, że o mały włos nie miałabym ich gdzie poustawiać. Na szczęście wszystkie jakoś zostały poumieszczane, starczyło mi nawet dla nich szklanych osłonek zachomikowanych w domu.
Prawie wszystkie nowe nabytki są w kolorach, których nie miałam do tej pory - bardzo oryginalne. Wyjątkiem jest żółty, ale że mojego żółtego straciłam jesienią przez jakąś tajemniczą chorobę - w ciągu kilku dni cały pożółkł i dostał czarnych plam u nasady liści, jakby zgorzel czy inna zgnilizna - to bardzo się cieszę że mam ten kolor ponownie.

A pozostałe "nowe" prezentują się tak:



Zdjęcia mają różne kolory tła, bo kwiaty stoją w różnych pomieszczeniach o różnym natężeniu światła.